Co Chestertonowi najbardziej przypadło do gustu w Polsce? Zapytany o to, Chesterton, jeden z największych pisarzy katolickich Anglii, wyjmował z kamizelki świstek papieru i sylabizując czytał: „barszcz z uszkami”. Ale, nie tylko barszcz z uszkami zrobił wrażenie na wielkim angielskim pisarzu w czasie jego pamiętnej wizyty w Polsce. Posłuchajmy szczegółowej, barwnej relacji byłej sekretarki Chestertona, pani Dorothy Collins, która wraz z pisarzem odwiedziła Polskę w roku 1927.

Beaconsfield, miasteczko leżące w hrabstwie Buckingham, chociaż w dokładnym tłumaczeniu znaczy tyle co pole koło drogowskazu, powinno się nazywać miastem róż. W czerwcu kąpie się ono w bajecznych kolorach pnących krzaczasty i sztamowych róż. Na skraju tego miasteczka, mieszkał tu i zakończył życie Gilbert Keith Chesterton, jeden z największych pisarzy katolickich Anglii. Któż nie zna Chestertonowskiego ojca Browna, wspaniałego detektywa w sutannie. Mniej może znane są jego inne powieści i zbiory esejów, nie mówiąc już o poezjach.  Szkoda, bo w tych właśnie esejach wypowiadał swoje poglądy, jakże bardzo interesujące. Można powiedzieć bez przesady, że Chesterton kochał Polskę. Fascynowały go nasze cechy narodowe: odwaga, rycerskość, szczerość gestu, zapalczywość, nawet pewna buta. Na lata przed wojną przeczuwał to, czego nie przewidywali mężowie stanu i dyplomaci. Prusak i Rosjanin dogadają się we wszystkim, specjalnie zaś na temat Polski, pisał w jednym z artykułów, dodając apel do swoich rodaków: „Zaklinam was byście dopomogli Polsce ze względu na wasz własny interes”. Jakżeż prorocze to słowa. Chesterton odwiedził Polskę w roku 1927 i właśnie ta jego wizyta sprowadza mnie dzisiaj do Beaconsfield, gdzie mieszka jego sekretarka, miss Doroty Collins, która mu w tej podróży towarzyszyła, i która posiada oprócz biblioteki zawierającej wszystkie jego dzieła, całą moc pamiątek po Chestertonie.

Miss Collins wychodzi po mnie na stację i zabiera samochodem do Top Meadow, tak się nazywa dom, w którym mieszka. Jest to urocza starsza pani, którą znam od wielu lat więc nie mam trudności w nawiązaniu rozmowy. Na parterze dwa, duże, jasne pokoje to siedziba biblioteki dzieł Chestertona. Gdzie spojrzeć książki od podłogi prawie do sufitu stoją na półkach, jak żołnierze na warcie honorowej. Interesują mnie początki powstania zbiorów, więc zapytuję:

Niech mi pani powie coś o tym muzeum Chestertona, jak ono powstało?

Trudno nazwać moją kolekcję muzeum. Po śmierci Chestertona nie było żadnego zbioru książek w jego domu. Sześć egzemplarzy autorskich otrzymywanych od wydawcy albo rozdano, albo pożyczono, albo bywały rozkradane. Rezultat był taki, że pozostał zaledwie zalążek kolekcji.

Więc skąd się wzięło aż tyle książek?

Kupiłam dużą kolekcję Chestertona od pana Sieża, Polaka który wyjeżdżał z Anglii do Stanów Zjednoczonych. To był prawdziwy początek. Obecnie mam wszystko, co podaje wydana przez London University Press bibliografia, skompilowana przez Johna Sullivana.

Ale ma Pani tu nie tylko książki…

O tak, mam bogatą kolekcję listów słynnych osób z pierwszej połowy bieżącego stulecia, do Chestertona.

Jak pani zabrała tyle wycinków prasowych?

Ojciec Chestertona, zdając sobie widocznie sprawę, jak bardzo utalentowanego ma syna, nie tylko trzymał wiele jego rysunków i kukiełek, ale również wycinki prasowe od 1900 roku. Po śmierci ojca Chesterton sam uporządkował jego gabinet i zakład czyszczenia miasta zabrał poważną ilość papieżysków.  Zdarzyło się raz, że znalazłam się w Londynie samochodem, by zabrać Chestertona do Beaconsfield. Reszta szpargałów leżała na stosie w kącie pokoju. Na moje pytanie co to za papiery, powiedziano mi, że to reszta, która ma być wywieziona następnego dnia. Niewiele myśląc zapakowałam to wszystko do bagażnika i na tylne siedzenie i zabrałam razem z Gilbertem do Beaconsfield.

I co się stało dalej?

Byliśmy w tym czasie wszyscy bardzo zajęci, cały dom zawalony papierami i książkami, toteż pani Chesterton wcale nie miała ochoty zachowania dla potomności tego dodatkowego balastu. Wobec tego wtłoczyłam je w jakiej stare kufry i zostawiłam by pleśniały w szopie w ogrodzie. Dopiero długo po śmierci Chestertona zabrałam się do porządkowania, katalogowania tego wszystkiego i wklejania do albumów. Po mojej śmierci przejdzie to na własność British Museum, a do tego czasu trzymam to w Beaconsfield, z przyjemnością udostępniam studentom i innym osobom do użytku.

Kiedy Pani po raz pierwszy spotkała Chestertona?

Mieliśmy wspólnych znajomych, którzy mieszkali w Beaconsfield, jeździłam do nich w odwiedziny od czasu do czasu, i w czasie jednej z takich wizyt poszliśmy do Chestertonów. Było to w roku 1925.

A kiedy Pani zaczęła dla niego pracować?

W 1926, nie miała to być stała praca, miałam mu tylko pomagać przez sześć miesięcy, w okresie, kiedy był zawalony robotą. Te sześć miesięcy przedłużyły się do 10 lat. Jego żona i ja byłyśmy przy nim, gdy umierał po krótkiej, tydzień trwającej chorobie, serce nie wytrzymało.

Jakim człowiekiem był Chesterton? Czy był niecierpliwy, czy też raptus, wymagający jako szef?  

Nic nie było łatwiejszego, jak pracować dla niego. Był niezwykle cierpliwy i zupełnie niewymagający.

Czy był bardzo pedantyczny?

Nie. Jeśli chodzi o pracę był bardzo niedbały nie znosił drobiazgowości i pedanterii.

Jakby Pani scharakteryzowała Chestertona?

W jego naturze kryła się wielkość, duchowa, intelektualna i fizyczna. Był wcieleniem szczodrości w swoich osądach i poczynaniach. Miał wrodzony dar budzenia zaufania, a oprócz tego odznaczał się prawdziwą pokorą, nie celebrował ze sobą i swoją twórczością, mógł pracować wszędzie i w każdych warunkach. Miał pamięć wzrokową, potrafił cytować całe ustępy książek, które czytał w młodości. Robił sobie dyspozycje książki, wypisując tytuły rozdziałów, a potem dyktował rozdział po rozdziale. Tak dokładnie rozplanowywał sobie dzieło, że na końcu bardzo niewiele maszynopisu szło do kosza.

Czy pani wie skąd się wzięło u niego zainteresowanie Polską? Czym się to zainteresowanie objawiało?

Chesterton interesował się sprawą Polską od bardzo dawna, już przed 1917 rokiem pisał dużo do wielu gazet i periodyków na temat niesprawiedliwości 150 letniej okupacji podziału Polski przez Niemcy, Austrię i Rosję. Na skutek tego zainteresowania i popierania sprawy polskiej został zaproszony do Polski, by na własne oczy mógł zobaczyć, co Polska dokonała w dziesięciu latach po odzyskaniu niepodległości.

Przez kogo był zaproszony?

Myślę, że się nie mylę mówiąc, że przez rząd polski, który powierzył cały program jego pobytu polskiemu oddziałowi Pen Clubu.

Kiedy ta wizyta miała miejsce? Czy podróżowaliście pociągiem, czy samochodem? Jak długo to wszystko trwało?

Byliśmy, to znaczy Chesterton, jego żona i ja w Polsce przez 5 tygodni, od 28 kwietnia do 31 maja 1927 roku. Przyjechaliśmy pociągiem do Warszawy o 8:30 wieczorem, we czwartek 28 kwietnia, przerywając podróż na jedną noc w Berlinie. Witali nas na dworcu: dowódca garnizonu warszawskiego, brytyjski konsul Savory, członkowie klubu i wielu innych. Pułkownik, był to, o ile się nie mylę, Wieniawa Długoszewski, bardzo bliski marszałkowi Piłsudskiemu człowiek, oficer i poeta, autor między innymi pięknego tłumaczenia Baudelaire’a. Wygłosił piękne przemówienie po francusku, w którym powiedział między innymi, że dla świeckiego człowieka stoją otworem dwa najlepsze zawody, oficera kawalerii i poety. To sformułowanie bardzo przypadło do gustu romantycznej stronie charakteru Chestertona. Jego żona i ja dostałyśmy piękne bukiety kwiatów, potem pojechaliśmy do Hotelu Europejskiego.

Proszę mi opowiedzieć o wizycie w Warszawie?

Na pierwszy obiad byliśmy zaproszeni przez Pen Club. Po mieście oprowadzę nas profesor Tatarkiewicz. Wieczorem byliśmy w Teatrze Narodowym na sztuce Miłaszewskiego Farys.  30 kwietnia zwiedziliśmy Cytadelę i Nalewki, mając za przewodnika pana Janowskiego. Kolacja była w poselstwie brytyjskim, w niedzielę udaliśmy się samochodem do Łowicza, aby uczestniczyć we Mszy Świętej. Wielkie wrażenie zrobił na Chestertonie widok przepięknych strojów ludowych. Władysław Grabski, który był trzykrotnie premierem zabrał nas do swojej posiadłości Borowo, gdzie podejmował nas obiadem. Następnego dnia Chesterton z żoną mieli audiencję u prezydenta Rzeczypospolitej. Wieczorem była kolacja wydana przez Pen Club, przemówienia były po angielsku. Poeta rosyjski Belmont i profesor Wacław Borowy uczestniczyli w tej kolacji. Profesor wygłosił wspaniałe przemówienie płynną angielszczyzną.

To było 2 maja, następnego dnia musiało być święto narodowe.

Tak, odbywały się wtedy wielkie uroczystości. Chesterton był na obiedzie u hrabiego Edwarda Raczyńskiego, a na podwieczorku byliśmy w Pierwszym Pułku Szwoleżerów.  Wieczorem o 10:00 było przyjęcie u Prezydenta. To było nadzwyczajne, Pałac Królewski jarzący się światłami przepięknych kandelabrów, cudne stroje, korpus dyplomatyczny w gali, kardynał i dostojnicy kościelni w purpurze. Następnego dnia obiad był w poselskie brytyjskim, a wieczorem profesor Borowy zabrał nas do piwnic Fukiera, słynnych od 1610 roku. Pokazano nam tam lochy, w których wina liczące sobie po kilka wieków, spoczywają nietknięte w butelkach porosłych czarnym mchem. Jedna z takich butelek Tokaju została otwarta na cześć Chestertona. 5 maja Chesterton jadł obiad z ministrem spraw zagranicznych, a wieczorem miał wykład, w którym omawiał odwagę i cierpienia Polaków w chwilach bolesnych doświadczeń historii.  Słuchacze byli bardzo wzruszeni, wielu miało łzy w oczach. Następnego dnia Chesterton był przyjmowany na obiedzie przez studentów katolickich, a popołudniu miał rozmowę z marszałkiem Piłsudskim. W sobotę 7 Maja profesor Borowy i Ferdynand Goetel odprowadzili nas na stację do nocnego pociągu do Poznania.

Do mego rodzinnego miasta. Pamiętam tę wizytę.

Przyjechaliśmy do Poznania o 7:00 rano, wyszedł po nas profesor Żółtowski, po Mszy Świętej zwiedziliśmy wielką wystawę rolniczą, oglądaliśmy maszyny i narzędzia, niektóre były tak pomalowane, że mieniły się wszystkimi kolorami tęczy. Następnego dnia podejmował nas obiadem wojewoda poznański. 10 maja złożyliśmy wizytę Romanowi Dmowskiemu, w jego domu pod Poznaniem. Dmowski, znany za granicą Polak, reprezentował Polskę na konferencji pokojowej w Wersalu.  W czasie naszego pobytu w Poznaniu widzieliśmy i słyszeliśmy wiele o ucisku pod niemiecką okupacją.  Ogólny stan miasta, na przykład budynki, był utrzymany z niemiecką starannością, czego nie można było powiedzieć o tej części kraju, która była pod rosyjską okupacją.

Następnym przystankiem w podróży był na pewno Kraków, prawda?

Tak, przybyliśmy do Krakowa 12 maja, spotkał nas na dworcu historyk, profesor Roman Dyboski, który już przedtem znał Chestertona, bo odwiedzał go w Beaconsfield. On oprowadzał nas po Krakowie i opisywał życie pod okupacją austriacką, która była najmniej dotkliwa ze wszystkich trzech. Zwiedziliśmy Zamek na Wawelu, wiele kościołów, słuchaliśmy historii, podziwialiśmy witraże w Kościele Franciszkanów, dzieło Wyspiańskiego. W tym mieście przeszłość żyła w nierozerwalnym, tradycyjnym związku z murami obronnymi miasta i rynkiem, na którym co dzień odbywał się targ.

Czy widziała pani Kościół Mariacki i słyszała Hejnał?

Oczywiście, do kościoła wchodzi się z rynku, wchodzi się jak do skarbca wyłożonego wielobarwnymi klejnotami i kolorowym szkłem. Ten kościół wydaje się być własnością wszystkich ludzi mieszkających w Krakowie. Katedra na wzgórzu wawelskim jest pełna historii, ale Kościół Mariacki jest pełen ciepła i drga życiem miasta. Historia niedokończonego Hejnału, odzywającego się co dzień z wieży niezwykle przejęła Chestertona. Po powrocie do Anglii napisał o niej w jednym ze swoich esejów, oto cytat:

Przez wieki Tatarzy podchodzili pod tę wieżę, jak powódź azjatyckiego barbarzyństwa i dziś sytuacja nie uległa wielkiej zmianie, tylko że to barbarzyństwo nazywa się teraz komunizmem.

Stary Kraków miał wtedy doskonały teatr, czy Chesterton był w nim?

Owszem byliśmy na sztuce Akropolis, która miała symbolizować losy Polski i była specjalnie wznowiona dla Chestertona. Nim kurtyna poszła w górę zostało wygłoszone przemówienie, w którym dziękowano Chestertonowi za wszystko, co zrobił dla Polski. Cała widownia zerwała się aby go uczcić, wystawa była wspaniała, efekty świetlne niezwykłe i gra doskonała tak, że przez 4 godziny siedzieliśmy jak urzeczeni. Chesterton miał jeszcze w Krakowie odczyt w auli uniwersyteckiej i był goszczony na kolacji przez wojewodę.

Z Krakowa pojechaliście do Lwowa?

Ach nie, przedtem jeszcze pojechaliśmy samochodem do Zakopanego w Karpatach. Tam służyła nam za przewodniczkę Angielka, pani Winifred Cooper, malarka, która tam stale mieszkała i była uwielbiana przez ludność góralską. Ona to zaprowadziła nas do chat góralskich, gdzie podziwialiśmy artystyczne zdobnictwo w izbach. Zwiedziliśmy także Muzeum Ludowe, pokazywano nam tam wiele eksponatów sztuki ludowej i wyrobów regionalnych.

No to teraz już na pewno był Lwów?

Tak, przybyliśmy do Lwowa we wtorek 18 maja, hrabia Potocki oprowadzał nas po mieście. Gdyśmy podróżowali, w ciągu dnia tłumy wylegały na stację, by witać Chestertona. Były zawsze kwiaty i przemówienia dobrą angielszczyzną. Ze Lwowa wróciliśmy do Warszawy, gdzie Chesterton wygłosił odczyt o katolicyzmie w Anglii. Większość słuchaczy rozumiała po angielsku, ale mimo to odczyt był tłumaczony. W czasie tego drugiego pobytu w Warszawie spotkaliśmy kuzynkę Conrada, która dała nam parę książek angielskich do czytania, trzy z nich były napisane przez Conrada.

Zostało już tylko Wilno ze starych miast uniwersyteckich, to było na pewno zakończenie wizyty w Polsce?

Tak, z Warszawy pojechaliśmy do Wilna, gdzie pokazywano nam mnóstwo śladów dotkliwej okupacji rosyjskiej, która celowo utrzymywała kraj w biedzie. Nie budowano kościołów ani szkół, nie naprawiono dróg, przewodnikiem był tam rektor Uniwersytetu Wileńskiego, profesor Stanisław Pigoń. Wjeżdżaliśmy w miasto pod bramą, w której mieści się kaplica Matki Boskiej Ostrobramskiej. Gdy Msza jest odprawiana wierni klęczą na jezdni, ruch kołowy jest zabroniony, mężczyźni odkrywają głowy, kiedy przechodzą mimo. Przybyliśmy tam akurat na czas, aby wziąć udział w Mszy Świętej. Mówiąc o tej kaplicy profesor Pigoń powiedział: „oto jest osobliwe miasto, niezwykłe w swoim charakterze, wzrosło ono w promieniach łaski Matki Bożej Bolesnej, która świeci z Ostrej Bramy, symbol nieugiętości i miejsce kultu. Nieugiętość i wiara są głównymi cechami Wilna.” Chesterton uważał, że to ostatnie zdanie stosuje się do całej Polski. Działalność tajnych organizacji, która utrzymywała ducha narodowego przez 150 lat, po których naród wyłonił się wytrwały w wierze, żywy i twórczy, zrobiła na nim wielkie wrażenie.

Co Chesterton myślał o sytuacji politycznej, w jakiej się Polska znajdowała?

Był głęboko przekonany, że wolne i niezależne państwo polskie jest podstawowym warunkiem zachowania cywilizacyjnych wpływów zachodnich w środkowej Europie. Obawiał się prusackiego ducha i komunizmu z Rosji, niebezpieczeństw którym Polska wciąż stawia czoło.

Czy pozostały Pani jakieś pamiątki z podróży Chestertona do Polski?

Mam coś, co Panią na pewno zainteresuje.

Miss Collins wyjęła z szuflady piękny album, oprawiony w białą skórę. Duże litery głoszą POLAND. Wewnątrz znajduje się mnóstwo wycinków prasowych z polskich gazet i ilustracje dotyczące wizyty w Polsce. Są tam też kolorowe reprodukcje folkloru polskiego, zwłaszcza góralskiego i łowickiego, oraz starannie wklejone papierowe wycinanki różnych ludowych motywów zdobniczych. Są też widokówki z Warszawy i Krakowa, a także innych miast polskich.

Co Chestertonowi najbardziej przypadło do gustu w Polsce?

Odpowiem Pani słowami Chestertona, gdy często pytano go o to samo w Polsce, wyjmował wtedy z kamizelki świstek papieru i sylabizując czytał: „barszcz z uszkami.”

Na tym, smakoszowskim trochę akcencie kończę mój wywiad z Miss Collins, no i myślę sobie, oto zwiedziliśmy całą przedwojenną Polskę, oprowadzani przez Angielkę, sekretarkę wielkiego sercem i talentem katolickiego pisarza.

[Była to relacja pani Dorothy Collins, byłej sekretarki jednego z największych pisarzy katolickich Anglii, Chestertona, z ich wizyty w Polsce. Tu rozgłośnia polska Radia Wolna Europa w programie świątecznym.]

Niniejszy tekst jest transkrypcją audycji, którą można odsłuchać na stronach internetowych Polskiego Radia, gdzie znajdą Państwo więcej audycji i słuchowisk poświęconych G.K.C.