Hilaire Belloc

Rewolucja Francuska (1911)

Rozdział III – Postaci (c.d.)

DUMOURIEZ

Osobowość Dumourieza jest dla Anglika naszych czasów szczególnie trudna do zrozumienia, fundamentalnie bowiem różni się co do swej istoty i cech ubocznych od dominujących typów współczesności.

Szlachetnego pochodzenia, ale urodzony w epoce, w której różnice klasowe stały się ulubionym przedmiotem drwin ludzi inteligentnych i aktywnych (a sam był bardzo inteligentny i bardzo aktywny), mężny, niezwykle kompetentny w sprawach wojaczki, umiejący szybko podejmować decyzje i doskonale oceniać możliwości swoich oddziałów czy charakter pola bitwy, kompletnie gubił się w relacjach międzyludzkich, nie rozumiał innych, i nie miał krzty lojalności do własnego państwa.

To właśnie ta ostatnia cecha zaskoczy angielskiego czytelnika najbardziej, ponieważ wyjątkową i niezaprzeczalną zaletę społeczeństw oligarchicznych (takich jak brytyjskie) stanowi fakt, że w każdych, nawet najtrudniejszych warunkach potrafią one zachować i okazywać powszechną i solidarną świadomość jedności państwowej. Zdrada stanu, działania na szkodę interesów państwa, nie dość wysokie zrozumienie realnych implikacji jego istnienia – to wszystko słabości czy grzechy nieznane kompletnie obywatelom oligarchii, i tak też obywatelom tego kraju niełatwo będzie je zrozumieć. W warunkach demokracji i despotyzmu natomiast, zapomnienie o obowiązkach wobec państwa, niemalże kompletna nieświadomość jego zbiorowej egzystencji, to bardzo powszechna bolączka. Działa tutaj pewien mechanizm kompensacyjny, i dokładnie z tych samych przyczyn, z jakich demokracja i despotyzm pozwalają państwu na podejmowanie szybkich, skutecznych i wielkoskalowych akcji politycznych, czy też otwarte są na gwałtowne i niemalże cudowne wybuchy entuzjazmu społecznego niosące państwu ratunek bądź umocnienie, ustroje te nie znają zupełnie owej spokojnej i głębokiej świadomości bytu państwowego, której oligarchia tak bardzo sprzyja i której piętno tak trwale odciska na mentalności narodu.

Biegłość Dumourieza jako generała docenić mogą wyłącznie ci, którzy poświęcili sporą chwilę uwagi kondycji wojsk, które miał pod komendą oraz charakterowi ludzi, z którymi przyszło mu się mierzyć. Najważniejszą cechę każdego wielkiego dowódcy stanowi bezustanna gotowość do natychmiastowej reakcji na najmniejszą nawet zmianę okoliczności czy materiału, którym dysponuje, i nawet jeśli weźmiemy poprawkę na element losowy, tak ważny w sprawach wojennych, nie możemy zapomnieć, że Dumouriez zdołał ocalić od katastrofy właściwie nędzną i zdezorganizowaną zgraję,nieliczną i niesubordynowaną co do swej bardziej doświadczonej części, a amatorską i bezwartościową co do nowszej, zmuszonej do tego stawić czoła – w wąwozach i bagnach Lasu Argońskiego1 – nowoczesnej i zdyscyplinowanej armii Prus.

Pamiętajmy również jego plan inwazji na kraje Beneluksu – dobrze przygotowany i bardzo rozsądny, no a także i to, z jak wielkim kunsztem, po nieuniknionej klęsce i odwrocie na wiosnę 1793, zdołał wbrew przeciwnościom zachować dowództwo.

Pod kierownictwem rządu wojskowego, pod zwierzchnictwem Napoleona na przykład, człowiek ten byłby dla Francji po prostu bezcenny. A i to mało powiedziane: bo gdyby okoliczności pozwoliły mu na zdobycie pełni władzy – nie tylko militarnej, ale i państwowej – stać by się mógł wcale niezłym dyktatorem. Same tylko jego zdolności techniczne były tak duże, że nawet ogromne pieniądze wypłacane mu przez angielski rząd do dziś – przy całym dystansie czasowym – wydają się niezbyt wygórowaną ceną za jego usługi, opracowane zaś przezeń plany obrony Wysp Brytyjskich i kampanii ofensywnej przeciw Napoleonowi potwierdzają tylko, że nie był ceniony bez przyczyny.

Niestety, nie umiał Dumouriez odnaleźć się w specyficznych warunkach czasu jego zdrady. Niezaspokojona ambicja pchała go od intrygi do intrygi, i od polityka do polityka. A jednak ich nie znosił – jak nie znosić musiał ich każdy aktywny i biegły żołnierz; był zbyt podeszły w latach, by móc dzielić ich świeży entuzjazm, nawet gdyby osobiste usposobienie pozwalało mu rozumieć jakąkolwiek wizję, czy to polityczną, czy religijną. Z całą pewnością nie poczuwał się ani do cienia moralnego obowiązku wobec tego, co wydawało mu się po prostu zwykłym chaosem i anarchią – czyli do francuskiego rządu, pod którym odsłużył swoje ostatnie sześć miesięcy, i jeśli chcemy przypiąć mu łatkę zdrajcy, pamiętajmy, że w takim wypadku musielibyśmy uczynić to także w wypadku tych wszystkich, którzy uciekli z kraju na emigrację, którzy opuścili go z obrzydzeniem, a nawet tych, którzy zostali, ale tylko po to, aby – w wielkim zamęcie roku 1793 – opłakiwać swoją ojczyznę.

Być może najlepszym usprawiedliwieniem dla Dumourieza, który – nie da się ukryć – w ostatecznym rozrachunku jednak zawiódł, jest natomiast to, że należał on do tego gatunku ludzi, którzy mogli ocalić monarchię – gdyby tylko dwór wiedział, jak wykorzystać ich talenty; niestety, dwór nie miał o tym najmniejszego pojęcia.

Tłm. Maciej Wąs

1 Pasmo wzgórz w północno-wschodniej Francji. Dumouriez faktycznie zdołał wymanewrować w Lesie Argońskim armię niemiecką.