Hilaire Belloc

Rewolucja Francuska (1911)

Rozdział IV – Fazy

III

Od października 1789 do czerwca 1791

Tym właśnie tłumaczy się wszystkie wydarzenia fazy bezpośrednio następnej, trwającej od wczesnych dni października 1789 do ostatniego tygodnia czerwca 1791. Przez te dwadzieścia jeden miesięcy król pozwala Rewolucji toczyć się własnym torem, samemu usilnie szukając drogi jej stłumienia – czy to wewnętrznie (po uciecze z Paryża), czy to przy wsparciu obcych wojsk. Ale nawet tutaj nie zachowuje zupełnej konsekwencji. Wzrastający wstręt króla i dworu do ogólnego charakteru rewolucyjnych wypadków uniemożliwiał mu czysto „funkcjonalną” (że tak powiem) i hipokrytyczną akceptację postanowień Zgromadzenia Narodowego – a tylko ta mogłaby gwarantować mu spokój i bezpieczeństwo.

Przemyślana i na zimno przeprowadzona intryga mogła jeszcze uratować we Francji ustrój monarchiczny – i, przedziwnym zbiegiem okoliczności, właśnie w tym momencie, król miał odpowiedniego człowieka na wyciągnięcie ręki: skuteczny intrygant, potencjalny zbawca królestwa i obrońca dynastii był wtedy w Paryżu, i działał; nazywał się Mirabeau.

Ten znakomity polityk dominował Zgromadzenie Narodowe coraz bardziej i bardziej wydatnie; dawał się poznać od samego początku obrad; to on był głosem jego sprzeciwu wobec króla; to on 23 czerwca 1789 odpowiedział mistrzowi ceremonii, że gminy się nie rozejdą; to dzięki jego inicjatywie posłowie stanu trzeciego poszli na konfrontację, i przyznali sobie – w perspektywie możliwej interwencji wojskowej – pełną nietykalność cielesną. Pochodził z rodziny arystokratycznej, znanej powszechnie z bogactwa i ekscentryzmu, w głównej mierze ze względu na wyczyny jego ojca. Osobiście jeszcze przed Rewolucją zasłynął publicznie ze swej gwałtowności, romansów, inteligencji i gigantycznych długów. Był od króla i królowej o kilka lat starszy; jego osobowość ich odpychała; mimo wszystko, szczerze pragnął ocalić Koronę – i, nie tracąc faktycznej zwierzchności nad Zgromadzeniem Narodowym (którą zapewniały mu wielka biegłość retoryczna oraz umiejętność manipulacji), w sekrecie służyć rodzinie królewskiej, przede wszystkim królowej, którą darzył wielkim, niemalże religijnym uwielbieniem, pomocą i radą – radą, która rzeczywiście mogła ją ocalić. Jak się za chwilę przekonamy, plany Mirabeau coraz wyraźniej i wyraźniej ciążyły w kierunku wywołania wojny domowej. Niestety, polityk ten zmarł tuż pod koniec fazy wypadków rewolucyjnych, którą się teraz zajmujemy (konkretnie 2 kwietnia 1791), król i królowa zaś, działali coraz mniej racjonalnie, a coraz bardziej panicznie – i te dwa czynniki uniemożliwiły rozwiązanie sprawy w sposób prawdziwie polityczny; zabrakło nawet niskiej polityczności intrygi; i dalszy rozwój wypadków przyniósł tylko z jednej strony (ze strony Rewolucji) błyskawiczną i niekontrolowaną ekspansję teorii demokratycznej (gdy ostrożność klasy średniej przestała wystarczyć do tonowania nastrojów), z drugiej zaś – fizyczny strach dworu, pragnienie ucieczki, ale także odwetu – i pełnego przywrócenia starej narodowej monarchii.

Tych osiemnaście miesięcy, jakie upłynęło od momentu, w którym Paryż na powrót stał się siedzibą tak dworu jak i Zgromadzenia Narodowego do śmierci Mirabeau, ma znaczenie kluczowe, i to z kilku powodów, które to powody należy rozważać, że tak powiem, łącznie, bo tylko taka metoda opisu pomoże nam zrozumieć ich kumulatywny skutek.

1. W tym właśnie okresie Zgromadzenie Narodowe wykonało swą zasadniczą pracę konstruktywną, odmieniając oblicze narodu. Złożone z prawników ciała doradcze zwane „parlamentami” zostały zlikwidowane (jedenaście miesięcy po tym, jak król zmuszony był wrócić do Paryża), miejsce starych prowincji zajęły nowoczesne departamenty, stara milicja – krajowa i prowincjonalna – uległa likwidacji; niemniej (i koniecznie trzeba o tym pamiętać) stara armia regularna pozostała nietknięta. Zreorganizowano wymiar sprawiedliwości i procedury sądowe. Spisano nowe kodeksy prawne, i skończono z chaosem „prawa zwyczajowego”. Słowem, wszystko to, co kojarzymy zazwyczaj jako największe dokonania Wielkiej Rewolucji albo zyskało pełną formę teoretyczną, albo przynajmniej ogólny zarys.

2. Pośród wszystkich konstruktywnych wysiłków tego czasu miejsce szczególne zajmuje konstytucja cywilna kleru, o której powie się jeszcze sporo w dalszych częściach tej książki; stanowiła ona najbardziej brzemienne w skutkach dokonanie (i najpoważniejszy błąd) tych osiemnastu miesięcy.

3. Duch Rewolucji, trudniejszy do zdefiniowania niż jej teoria, ale łatwy do uchwycenia jeśli tylko śledzi się uważnie rozwój wypadków, powoli – ale skutecznie – wszedł w fazę dynamicznego rozwoju. Władza królewska, wciąż tożsama z władzą wykonawczą, coraz mocniej i mocniej drażniła opinię publiczną i –

4. Owa opinia publiczna zaczęła przyjmować coraz bardziej scentralizowane i ogólnonarodowe formy wyrazu, czego zarodkiem i symbolem zarazem stała się wielka Fête de la Federation, zorganizowana w Paryżu 14 lipca 1790 roku jako upamiętnienie zdobycia Bastylii. Na uroczystości zjawili się delegaci Gwardii Narodowej ze wszystkich zakątków kraju, co miało znaczenie kluczowe: bo wprowadziło do ruchu rewolucyjnego element wojskowy, tym samym zjednując mu sympatię większej części armii regularnej.

5. I kolejno, przez całe te osiemnaście miesięcy trwała tak zwana „emigracja”, to znaczy – rzecz jasna – odpływ z Francji wielu spośród bardziej uprzywilejowanych (i całej rzeszy mniej uprzywilejowanych), a także małej grupy duchownych. Koniecznie należy odnotować tutaj czyny rodzonych braci króla (pierwszy, hrabia d’Artois1, uciekł zaraz na początku Rewolucji, drugi – na końcu, i zbiegiem okoliczności mniej więcej w tym samym momencie, co król) – bo to oni właśnie, we współpracy z co bardziej znacznymi arystokratami, doprowadzili do powstania w środowisku emigrantów regularnej organizacji politycznej, bez ustanku knującej przeciw rewolucjonistom poza granicami kraju (zwłaszcza w Niemczech i we Włoszech), i –

6. To właśnie na przestrzeni tych osiemnastu miesięcy należy szukać zasadniczych przyczyn przyszłej, wielkiej europejskiej wojny. Armia emigrantów pod wodzą księcia Condé2 sformowała się szybko nad brzegami Renu, i choć próżno jeszcze było wypatrywać w Europie jakiejkolwiek innej antyrewolucyjnej reakcji militarnej, to jednak owi émigrés, jak ich nazywano, zasiali ziarno mające wydać owoc podczas strasznych wydarzeń 1792.

Jak rzekłem, przez te osiemnaście miesięcy, gdy Rewolucja wykonała już większość swej konstruktywnej pracy, gdy zasiano ziarno wielkiej wojny, i gdy absolutna władza egzekutywy – Korony – coraz mocniej drażniła opinię publiczną Francji, a szczególnie Paryża, Mirabeau był jedynym człowiekiem, który mógł ocalić ciągłość instytucji politycznych narodu i obronić monarchię. Dwór udzielił mu wsparcia finansowego, on zaś miał w zamian opracować plan działania. Rada, której udzielił, była godna prawdziwego geniuszu, ale stanowiła również arcydzieło praktyki politycznej – dlatego ostatecznie nie spotkała się z ciepłym przyjęciem. Tak więc Mirabeau również zalecał królowi opuszczenie Paryża, ale chciał, by Ludwik uczynił to otwarcie, przy asyście wojskowej, udał się do jednego z niedalekich centrów rojalistycznych (takich jak choćby Compiègne), i tam czekał na rozstrzygnięcie wojny domowej.

Tymczasem, królowa forsowała zupełnie inny, i znacznie bardziej osobisty, plan działania, niemający w sobie ani krzty polityczności. Jedyne, czego pragnęła, to ocalić życie swoje, swego męża i swoich dzieci. Datę ucieczki ustalano, przenoszono i jeszcze raz przenoszono. Bo dwór jednogłośnie zdecydował się zrealizować koncepcję królowej, a nie Mirabeau – czyli po prostu uciekać. Armia dowodzona przez generała Bouillé3 miała wysłać na wielki trakt wiodący z Paryża na wschód małe podjazdy; pierwszy miał przechwycić rodzinę królewską tuż za Chalôns i odeskortować ją dalej; inne podjazdy miały dołączać stopniowo później, i (w razie potrzeby) bronić króla do ostatniej kropli krwi, dopóki nie dotrze do miejscowości Varennes i nie przejmie dowodzenia nad całością sił rojalistycznych.

Co miało nastąpić potem – nie wiemy. Z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że Król nie chciał uchodzić zagranicę, ale zamierzał schronić się w Montmédy. Konflikt jaki by wtedy nastąpił, na pewno nie byłby zwykłą wojną domową: niemal na pewno włączyłyby się do niego wojska państw obcych (o zagranicznych najemnikach nie wspominając), i wspólnie z siłami rojalistów starały się zdobyć Paryż, i dokonać bezwzględnej restauracji starego porządku.

Gdyby Mirabeau żył, próby realizacji tego nieroztropnego i niegodnego monarchy planu być może udało by się uniknąć; niestety, zmarł 2 kwietnia 1794 – i już niedługo potem rozpoczęła się trzecia4 faza Rewolucji, mająca doprowadzić do wielkiej wojny i końca ustroju monarchicznego.

Krótko po śmierci Mirabeau rozpoczęły się wielkie niepokoje publiczne, które przeraziły rodzinę królewską i zmusiły ją do rezygnacji z planu opuszczenia Tuileries i spędzenia Wielkiej Nocy w Saint-Cloud, na przedmieściach. Choć ucieczkę odkładano jeszcze kilka razy, ostatecznie – w nocy z 20 na 21 lipca 1791 – rodzina królewska opuściła Paryż. Zabrakło bardzo niewiele, ale przez kilka niefortunnych zbiegów okoliczności, ostatni z których – słynny pościg Doureta5 – stanowi na pewno jedno z najlepiej znanych wydarzeń historii ludzkości, król, królowa oraz ich dzieci zostali schwytani (ledwie kilkaset jardów od celu) i sprowadzeni z powrotem do Paryża, w którym powitały ich ogromne i wściekłe tłumy francuskiego ludu. Z tą nieudaną próbą ucieczki, trzecia faza Rewolucji dobiega końca.

 

Tłm. Maciej Wąs

 

 

1 Karol Filip Burbon (1757-1836) – brat Ludwika XVI, król Francji w latach 1824-1830.

 

2 Ludwik Józef de Burbon, książę Condé (1736-1818) – francuski arystokrata, sybartya, organizator sił wojskowych emigracji.

3 Franciszek Klaudiusz Amour, hrabia Bouillé (1739-1800) – generał francuski, postać znaczna, zdeklarowany rojalista i przeciwnik Rewolucji.

 

4 Powinno być: „czwarta”.

 

5 Jan Chrzciciel Drouet (1763-1824) – polityk rewolucyjny, żołnierz, słynny z decydującej roli, jaką odegrał w aresztowaniu Ludwika podczas jego ucieczki w 1791.