Belloc: Marat

Hilaire Belloc

Rewolucja Francuska (1911)

Rozdział III – Postaci (c.d.)

 

MARAT

Marata ocenia się bardzo łatwo. Nietrudno bowiem jest dostrzec autentyczną szczerość entuzjasty, gdy dotyczy ona ideałów prostych i szlachetnych, stanowiących do tego – by tak rzec – własność wspólną całej ludzkości.

Równość społeczna i oparcie rządu na woli generalnej: to właśnie te dwa fundamentalne dogmaty, wokół których – niczym wokół osi – obracała się historia Rewolucji, stanowiły dla Marata polityczne credo.

Ci, którzy go ze względu na nie wyszydzają lub potępiają, w oczywisty sposób sami wykluczają się z wszelkiej dyskusji. Bo na szyderstwo i potępienie zasługuje – i to bardzo sprawiedliwie – nie bezsporna prawda moralna, którą wyznawał, ale sposób, w jaki się z nią obchodził. Wierzył w nią nie tylko w całkowitej izolacji od innych prawd – ale to przecież zwykła wada fanatyka – ale tak, jak gdyby żadne inne prawdy zgoła nie istniały. I kiedykolwiek jego ukochany ideał napotykał w praktyce na opór i perspektywa jego urzeczywistnienia zaczynała się oddalać, ten gorejący nieokiełznanym i nieskończonym niemal zapałem tropiciel politycznych intryg natychmiast szukał kozła ofiarnego, znajdował go, i zaczynał domagać się wdrożenia brutalnych środków zaradczych.

Jego denuncjacje często zresztą były bardzo trafione: w wielu wypadkach potrafił pogodzić się ze sprawiedliwymi, choć niekorzystnymi dla jego sprawy wyrokami sądów, w wielu intryganci, których wykrył, byli przynajmniej częściowo winni tego, co im zarzucał, i nawet jego brutalnym projektom politycznym, momentami przynajmniej, trudno zarzucać nieracjonalność. Ale podstawowy błąd tej udręczonej duszy polegał na tym, że poza ofiarami złego systemu i broniącą ich żelazną pięścią demokracji, nie widział absolutnie nic. Nie umiał pogodzić się z ludzką niedoskonałością, z głupotą, z nieporozumieniami, z najzwyklejszym w świecie upływem czasu i z tym wszystkim, co czyni ludzkie życie czymś tak złożonym, i tak nieskończenie zdolnym do adaptacji.

Humoru, nieomylnego znaku tej mądrości, nie miał za grosz; i chyba jeszcze mniej „rozsądku” (w angielskim znaczeniu tego słowa), o ile podobnie absolutną próżnię można w ogóle stopniować.

Zawsze należy pamiętać, że tak kompletny brak pewnych niezbędnych dla dobrej konstytucji umysłu elementów praktycznie równa się szaleństwu. Tak też Marat nie był całkiem zdrowy. Jego szaleństwo często przybierało formy bardzo szlachetne, co do tego, w co wierzył, trudno mieć wątpliwości, i co więcej, dla większości z nas są to idee naprawdę godne wiary. Niemniej, obchodził się z nimi tak, jak w naszym społeczeństwie obchodzą się ze swoimi ideałami ludzie obłąkani, powiedzmy, na punkcie kolektywizmu, czy prawa własności – myśląc wyłącznie o nich i o niczym innym, wrzeszcząc nad nimi i tocząc pianę z ust, i dostając spazmów, ilekroć napotkał na swojej drodze nie tylko czynny opór, ale zwykłe trudności. Jako praktyk był dla Rewolucji i jej celów kompletnie bezwartościowy. Lecz jego ideały i wierność im były w tak oczywisty sposób proste i szczere, że nie dziw, że to jego właśnie obrał sobie lud francuski (na kilka miesięcy) jako swego rodzaju symbol czy godło.

Co do reszty, fizycznie – podobnie jak duchowo – bardzo cierpiał; dokuczała mu nieuleczalna choroba skóry, oszpecając twarz, i drażniąc tylko dodatkowo jego i tak kompletnie rozchwianą psychikę.

Niektórzy mówią (choć zawsze trzeba mieć się na baczności przed tak zwanie „naukową” metodą czytania historii), że ze względu na niekorzystną kombinację różnych typów rasowych, pozostawał Marat jak gdyby w stanie permanentnego napięcia: jego twarz na pewno była zniekształcona i niespokojna – ale tego typu fizyczne przesłanki są bardzo niewiarygodne.

Ci, którzy zetknęli się z nim w kontekście bardziej praktycznym, myśleli o nim jak najgorzej; nieliczna grupa tych, którzy go naprawdę znali, darzyła go ogromna miłością; znaczna większość wszakże, ludzie, którzy mieli z nim styczność jedynie przelotnie, po prostu się z nim męczyła, zniechęcona i podirytowana jego pustą agresją. Był to starszy człowiek wśród bardzo młodych ludzi; a także (o czym nigdy nie wolno zapomnieć), wielki uczony w swej własnej dziedzinie – to znaczy w dziedzinie medycy; i ktoś, kto uczynił dla Rewolucji znacznie mniej, niż jakakolwiek inna postać o podobnej reputacji. To on jednak ponosi pełną odpowiedzialność za masakry wrześniowe*.

Tłm. Maciej Wąs

* Istnieje bodaj jedna godna zaufania monografia o Maracie. Dla badacza Rewolucji będzie to przede wszystkim interesujące świadectwo tego, jak bardzo inspirująca do dziś może być ta postać. Autorem monografii tej jest Chèvremont.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

© 2018 Chesterton Polska

Theme by Anders NorénUp ↑