” Miarą cywilizacji — miarą uniwersalną, ponadczasową, obejmującą wszystkie kultury — jest jej stosunek do życia. Cywilizacja, która odrzuca bezbronnych, zasługuje na miano barbarzyńskiej. Choćby nawet miała wielkie osiągnięcia gospodarcze, techniczne, artystyczne, naukowe” – powiedział ojciec święty Jan Paweł II podczas pielgrzymki do Ojczyzny 4 czerwca 1997 roku w Kaliszu. Oczywiście, tego akurat nikt nie cytuje – no bo po co, skoro można bez przerwy wspominać słynne kremówki (chociaż i to się teraz jakoś zużywa). Natomiast jeśli ktoś się zgadza, to bardzo dobrze; zresztą, wszyscy się zgadzają – i rząd się zgadza, i moralizujący dziennikarze wszystkich wyznań się zgadzają, a nawet (taka „mądrość etapu”; ale Bóg zna serca i nerki przenika) podobno feministki się zgadzają…

No i wszyscy się zgadzają: państwo powinno płacić więcej; i państwo będzie płacić więcej, a najpierw więcej zabierze, więcej się dowie, i więcej sobą ogarnie (bo to nieuniknione).

Tylko że na Miłość Boską, cywilizacja to nie jest tylko państwo; to nie jest nawet w głównej mierze państwo. Jeśli ktoś utożsamia cywilizację z państwem, i uważa, że państwo powinno kierować całością życia społecznego, to jest faszystą; nie takim „gazetowym” faszystą, „faszystą”, którym można zostać za byle bzdurę (czy obecnie już chyba za najmniejszy skrawek poglądów na sprawę społeczną), ale takim regularnym, racjonalnym, realnym faszystą od Mussoliniego; i powinien zacząć nosić czarną koszulę i witać się salutem rzymskim.

„Wszystko w Państwie, nic poza Państwem, nic przeciw Państwu”? Nie w moim świecie; nie świecie moich mistrzów, nie w świecie Gilberta – i nie w świecie nikogo, kto śni o odrodzeniu Wolności i Religii.

A przecież widzimy, jak ta dyskusja przebiega; więcej świadczeń, więcej podatków, więcej kontroli – zedrzeć, wydusić, płacić; i niech się martwią urzędnicy.

Nie, drodzy Państwo; tak to nie działa. Problemów ludzi niepełnosprawnych nie rozwiąże się nowym podatkiem, ani nowym programem socjalnym, choćby najlepszym. Bo to nie sprawa administracyjna, tylko cywilizacyjna. Ale czy Polacy, tzw. „przeciętni Polacy”, czyli Polacy w ogóle, Polacy zwykli, szarzy, normalni, codzienni – naprawdę wierzą dzisiaj, ze są twórcami i podmiotami cywilizacji?

Mam nadzieję, że tak; choćby to była ta „iskierka pod kupą gnoju”, jak z Mistrza Eckharta. I miejmy nadzieję, że kiedyś jeszcze zaczną działać stosownie do tej godności – ale to będzie trzeba nieco innej polityki. PAX.