Z serii: a swoją drogą…
 
Niedawno wybrałem się na krótki wypoczynek do Irlandii; wrażenia absolutnie wspaniałe. Nie wiem, czy istnieje na ziemi piękniejszy kraj, i lepsze miejsce dla człowieka. Zakochałem się od pierwszego wejrzenia i wydaje mi się (a przynajmniej tak sobie marzę), że będzie to związek na całe życie.
 
Niemniej, jedno uderzyło mnie bardzo negatywnie, i napełniło nie lada niepokojem.
 
W Irlandii jest mnóstwo kościołów; w samym Dublinie bodaj że 850. Ale bardzo, bardzo mało mszy. Na wiejskich parafiach (co widziałem na własne oczy) czasami odprawia się jedną w sobotę i jedną w niedzielę; msza codzienna w pewnych miejscach właściwie nie istnieje.
 
Oczywiście, czytałem już o problemach irlandzkiego Kościoła, spadku powołań, spadku intensywności praktyki. W ośrodkach miejskich praktykuje podobno mniej niż jeden na pięciu katolików. 62% odrzuca zasadnicze dogmaty katolickie, na czele z transubstancjacją. Wiadomo, jak to jest z sondażami; niemniej, mimo wszystko robi wrażenie. Bardzo niedobre wrażenie.
 
Jak to się stało? W jaki sposób „ulubiony kraj Pana Boga” i europejska twierdza katolicyzmu zrobił sobie — takie coś?
 
Oczywiście, wybrałem się na małą przechadzkę po sieci i okazało się, że przyczyną jest mniej-więcej wszystko, a jedna przyczyna można wydawać z siebie naraz dwa przeciwstawne skutki. Tak też, na przykład, mówi się o systemie edukacji; ale w cokolwiek interesujący sposób. I w tym samym czasie pewien irlandzko-amerykański dziennikarz twierdzi, że Kościół traci przez to, że uczniom sączy się w uszy rzeczy złe a niegodne za pośrednictwem systemu edukacji; angielski The Guardian zaś, sarka, że Kościół zachowuje w Irlandii resztki wpływu wyłącznie  przez system edukacji, archaiczny i wsteczny.
 
Inni twierdzą twierdzą, że to przez związek ścisły państwa z Kościołem, „maszynę kościelno-administracyjną”, jaką zbudował De Valera; ale konstytucja De Valery wprost zakazywała nadawania jakiejkolwiek religii statusu państwowej, i oficjalnie stwierdzała rozdział Kościoła od państwa.
 
Jeszcze inni twierdzą, że to przez skandale i powolną reakcję hierarchii; niemniej, fala odejścia zaczęła się już w latach 80, a więc przed ujawnieniem tej straszliwej hańby.
 
Takie przepychanki to konieczna część dochodzenia do prawdy i być może wydadzą jeszcze jakiś dobry owoc. Niemniej, to wszystko ledwie sprawy zewnętrzne; mnie zaś męczy coś zupełnie innego.
 
I wciąż pobrzmiewają mi w uszach słowa Belloca z „Rewolucji Francuskiej”; można mówić o przyczynach zewnętrznych ile się tylko chce; można mnożyć analizy; można szukać wrogów, wykrywać spiski, denuncjować podstępy; ale religia to sprawa przede wszystkim wewnętrzna i zależy głównie od siebie. „Nie jest możliwe, aby zaraz po epoce krucjat nastąpiły rządy Dioklecjana; niemożliwe, by po wieku rzetelnej kultywacji życia zakonnego pojawił się nagle Henryk VIII”. Kościół coś postradał; gdzieś popełnił błąd. Popełnił go w najbardziej sprzyjających warunkach, mając realny wpływ na życie publiczne, spokój, materialną stabilność. I długo jeszcze będzie będzie za niego płacił.
 
Oczywiście, nie wiem, na czym ten błąd polega; ale jakiś być musi. To zresztą istotnie jakaś powszechna i wielka tragedia ludzkiej natury;; że wtedy, gdy możemy czynić jakieś dobro łatwo i lekko, zazwyczaj je zaprzepaszczamy; a potem przychodzi okres trudnej i heroicznej odnowy — i ponosząc wielkie ofiary ze wstrząsającym czasem męstwem odzyskujemy to, co sami zniweczyliśmy. Ku myśli, ku nauce — i Polsce, w szczególności, ku przestrodze…
 
No, ale może — z drugiej strony — dlatego też wciąż jest nadzieja; i być może Irlandia wróci jeszcze kiedyś do swoich starszych tradycji i stanie się znów, przynajmniej co do istoty, tym samym krajem, który GKC opisał w „Irlandzkich impresjach”. A z nią zmieni się z czasem cała Europa. Co daj Boże, amen.
 
A a propos „Irlandzkich impresji” — to proszę uprzejmie; dowód. Byłem w Dublinie, byłem w Zieleńcu św. Stefana, i spotkałem znajomego. Mangan ten sam, kwietnik też jest, tylko kwiatki się zmieniły; i Jego Wysokości nie ma już w centrum. Latają tam mewy i piszczą o chleb.