No ale jak to, jak to? Tyle się dzieje, a tutaj Wielka Cisza? A czyż Chesterton i pan B. nie mieliby w zanadrzu jakiegoś ciekawego komentarza (to jest ta dziwna czasowość kultury) do wypadków bieżących? Słabo, panie Maćku.

No tak zapewne BY ktoś mógł powiedzieć, gdyby bardzo zależało mu na moich wpisach. Tak nie jest, więc nikt tak nie powie, niemniej rzeczywiście, trochę to ostatnio zaniedbałem, a akurat u naszych ulubionych autorów cytatów znajdzie się na to wszystko dosłownie jak mrówków krzykliwych. Dlatego też postaram się w najbliższych tygodniach przeprowadzić małą kampanię informacyjną i anty-defamacyjną, i pokazać, dlaczego było do przewidzenia, że Izrael zareaguje jak zareaguje, i że z pewnymi problemami zmagano się już sporo wcześniej, na długo, zanim się komukolwiek śnił Holocaust.

Ale to wszystko, jak powiedziałem, na potem; dzisiaj Dzień Pański

No cóż, polityka to dziwna rzecz; generalnie jest strasznie nudna. Generalnie chodzi o niskie osobiste rozgrywki, walki frakcyjne, urazy, zemstę i wyścig po pieniądze. To generalnie; ale nie-generalnie bywa inaczej — tylko że niektórzy tego nie dostrzegają, i dlatego zdarza im się postępować nieostrożnie. Myślą, że można bez końca igrać z cierpliwością ludu; że, podobnie jak w ich małych kółkach, w sprawach faktycznie publicznych również zawsze „można się dogadać”, o wszystkim zapomnieć, wszystko puścić płazem, zatuszować, wybielić przy pomocy wielkiej kampanii medialnej, zrobić dwa „deale” i iść spać spokojnie. Otóż, drodzy Panowie, historia już wielokrotnie pokazała, że tak nie jest; i że zawsze przyjdzie w końcu taki moment, w którym żelazna pięść woli zbiorowej upomni się o swoje, w imię obrony tego co wspólne i ogólne miażdżąc smakowite szczegóły, bliskie pięknym duszom. Zazwyczaj nie wygląda to zbyt przyjemnie, i nazywa się powszechnie „kryzysem”; na które to słowo drżą nogi niemal wszystkich koronowanych (czy to oficjalnie, czy nie) głów świata. Natomiast kto ma oczy do patrzenia, ten widzi; i zawsze byli pośród nas tacy, którzy przepadali za kryzysami — bo wiedzieli, że to właśnie dzięki nim (a nie dzięki zgniłym kompromisom) wykuwa się ład świata.

I rzeczywiście, czasami ogniem każdy bywa posolony; również każdy naród.

A więc spokojnie, drodzy Państwo; ja się tam cieszę. Ci, którzy robią dzisiaj różne dziwne sztuki, które tak bardzo lubią, po prostu pewnych rzeczy nie wiedzą, i nie rozumieją o co tu chodzi, choć myślą, że wręcz przeciwnie. Kto miał szczęście wszakże trochę poczytać, rozumie wszystko nieco lepiej. I wie, jak bardzo uniwersalne są słowa, które pewien wielki znawca teorii demokratycznej napisał w Stanach Zjednoczonych, w 1921 roku; wie, że

„zarozumiałe snoby, szwendające się po wielkich równinach Ameryki, to Pigmeje tańczący wokół śpiącego olbrzyma. Tym, co jeszcze pozostaje uśpione – i co najbardziej powinno ich interesować – jest potężna moc ludzkiej jednomyślności i nietolerancji, nurtująca w głębi amerykańskiej duszy. Póki co, masy Środkowego Zachodu są wobec takich bzdur obojętne, a nawet odczuwają do nich delikatny pociąg, jako do mody i kultury wielkich miast. Ale malutko jeszcze, a może się to zmienić; jakiś miejscowy szaleniec może pogwałcić ich prawa ekonomiczne, czy zbluźnić ich dziwnej i utajonej religii; i wtedy coś zobaczy. Będzie uciekał przed nimi jak Murzyn, który skrzywdził białą kobietę albo ktoś, kto wzniecił pożar na prerii. Ujrzy coś, co politycy wachlują wtedy, gdy śpi, i czemu nadają chlubne imię ludu, co wielu reakcjonistów po dziś dzień lży i wyzywa od motłochu, ale co na pewno, i niezależnie od wszystkiego podeptało już w historii korony wielu królów. Powiedziało się, że głos ludu jest głosem Boga; i to przynajmniej wiemy, że istotnie może on być głosem Boga na głowy złych. I pewnego dnia, tak dufni w siebie i pogrążeni w absurdach własnej arogancji, ludzie ci staną jak wryci, drżąc z przerażenia wobec czegoś nieznanego i kolosalnego, czegoś, co tak straszliwie przytłacza nas w ostatnich słowach, jakie Pan skierował do Hioba z wichru; i głos, którego nigdy nie słyszeli powie im, że imię jego Lewiatan, i że jest panem wszystkich synów pychy”.

Kto wie? Może tylko maluczko jeszcze; PAX.