Cóż można powiedzieć w dniu takim jak ten? Zapewne aż za dużo. Więc może lepiej zacytuję coś mądrego, co dzisiaj usłyszałem.
 
„’Pozyskujcie sobie przyjaciół niegodziwą mamoną, aby gdy wszystko się skończy, przyjęto was do wiecznych przybytków.
Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny; a kto w drobnej rzeczy jest nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie. Jeśli więc w zarządzie niegodziwą mamoną nie okazaliście się wierni, prawdziwe dobra kto wam powierzy? Jeśli w zarządzie cudzym dobrem nie okazaliście się wierni, kto wam da wasze?
Żaden sługa nie może dwom panom służyć. Gdyż albo jednego będzie nienawidził, a drugiego miłował; albo z tamtym będzie trzymał, a tym wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i mamonie’.
Słuchali tego wszystkiego chciwi na grosz faryzeusze i podrwiwali sobie z Niego.
Powiedział więc do nich: ‚To wy właśnie wobec ludzi udajecie sprawiedliwych, ale Bóg zna wasze serca. To bowiem, co za wielkie uchodzi między ludźmi, obrzydliwością jest w oczach Bożych'”.
 
To, oczywiście, Ewangelia z dnia dzisiejszego. I jest ten zbieg okoliczności czymś przejmująco osobliwym. Jeśli chodzi o sprawy społeczne, to właściwie nie trzeba nic dodawać. Tyle wystarczy. Myślący człowiek, jeśli przeczyta ten fragment ze zrozumieniem, dowie się z niego po co są pieniądze, jak powinno być zorganizowane życie gospodarcze, kto jest naprawdę wielki, a kto naprawdę mały, a także: co to znaczy, że jakiś kraj jest chrześcijański. Wszystko jak na dłoni, wystarczy chcieć.
 
Oczywiście, z tym właśnie jest pewien problem; bo Polacy, śmieszny pseudochrześcijański naród, w ogóle Biblii nie czytają (bo nic nie czytają), a potem zadają o niej pytania na poziomie siedmiolatków; w ekstatycznym uniesieniu odkrywając, że węże nie mówią ludzkim głosem.
 
Komunę „obalono” z hasłem solidarności na sztandarach. Co z niego zostało? Rzeczpospolita drobnych cwaniaczków, kółek wzajemnej adoracji, układów, układzików, znajomości, ciemnych przysług i „załatwiarstwa”; bez poczucia odpowiedzialności, bez idei, bez misji, bez wiary, bez trwałej struktury aksjologicznej, pogardzająca słabszymi i poniżająca tych, którzy się źle mają. Polska ćwierćinteligentnych elit i gardzącego intelektem gminu, Polska kłamliwych polityków i chciwych wyborców, Polska kapitalistycznych wyzyskiwaczy i prymitywnej, roszczeniowej klienteli; Polska słaba dla silnych, a silna — nieprawdopodobnie silna — dla bezsilnych.
 
To jej niepodległość właśnie dziś świętujemy.
 
Przepraszam uprzejmie, ale wobec ogólnego piania z zachwytu i banalnej, stereotypowej frazesologii polskiego pseudopatriotyzmu pozwolę sobie na mały gest sprzeciwu, i będę przeżywał na smutno. Bo naprawdę, nie ma się z czego cieszyć. „Dawid, podniósłszy oczy, ujrzał Anioła Pańskiego, stojącego między ziemią i niebem, a w ręku jego – miecz wyciągnięty nad Jerozolimą”.
 
Jak napisał GKC, jako bardzo jeszcze, bardzo młody człowiek: „‘My country, right or wrong,’ is a thing that no patriot would think of saying. It is like saying, ‘My mother, drunk or sober.’” Kto ma uszy, mógłby to sobie wziąć do serca.