W sumie można to zamienić w obyczaj; i ilekroć nadarzy się słowo, które powie coś na interesujące nas tematy, tylekroć coś o tym wspomnę.

Dziś słyszałem:

„Podobnie jak obfitujecie we wszystko, w wiarę, w mowę, w wiedzę, we wszelką gorliwość, w miłość naszą do was, tak też obyście i w tę łaskę obfitowali.

Znacie przecież łaskę Pana naszego, Jezusa Chrystusa, który będąc bogatym, dla was stał się ubogim, aby was ubóstwem swoim ubogacić.

Nie o to bowiem idzie, żeby innym sprawiać ulgę, a sobie utrapienie, lecz żeby była równość. Teraz więc niech wasz dostatek przyjdzie z pomocą ich potrzebom, aby ich bogactwo było wam pomocą w waszych niedostatkach i aby nastała równość, jak to jest napisane: «Nie miał za wiele ten, kto miał dużo. Nie miał za mało ten, kto miał niewiele».” (2 Kor, 8, 7. 9. 13-15)

I wydaje mi się, że wszystko jasne; chrześcijański program społeczny został sprecyzowany raz na zawsze. Z niewiadomych względów chrześcijaństwo w wymiarze społecznym, z własnej, nieprzymuszonej winy i nie bez ogromnych wysiłków duchowieństwa i świeckich wszystkich wieków, kojarzy się raczej z hierarchią, feudalizmem, status quo, towarzystwem „ludzi przyzwoitych” czy „szacownych”, którzy generalnie są z siebie bardzo zadowoleni. I wielką zasługą obecnego papieża jest to, że – choć w sposób praktycznie nieczytalny, to jednak niezaprzeczalnie – ostrzega Kościół przed tą mentalnością. Jak jesteśmy z siebie zadowoleni, i jak jest nam dobrze ze sobą, to właśnie nie jest dobrze. Bo społecznym ideałem chrześcijaństwa jest właśnie to: „żeby była równość”; oczywiście proporcjonalna, w tym sensie, że „Nie miał za wiele ten, kto miał dużo. Nie miał za mało ten, kto miał niewiele”, niemniej proporcjonalna nie oznacza nieprawdziwa. Oznacza proporcjonalna. I taki stan rzeczy wymaga nieustannego wysiłku, i nieustannej przemiany; nieustannej, a i owszem, rewolucji.

Gilbert, na szczęście, nie wychował się w domu katolickim, więc – być może naprawdę jakimś boskim zbiegiem okoliczności – rozumiał tę prawdę; i na jej głoszenie poświęcił całe życie. Dlatego też wierzymy mocno, że dostanie przynajmniej szansę na beatyfikację (nawiasem: do 30 lipca można wysyłać świadectwa księdzu Udrisowi, a każde się liczy; kto nie wysyłał – do dzieła).

I rozumienie jego, kolejny niesamowitym zbiegiem okoliczności, ma jeszcze drugą stronę; bo życie moralne jest analogiczne, ale właśnie analogicznie jedno, i wymiar społeczny implikuje wymiar indywidualny. Jeśli pomyślimy głębiej nad sensem tej wspaniałej frazy, jaki to obraz człowieka się z niej wyłania? I istotnie, oto kolejny dowód na to, że cała historia to splot paradoksów i pospolitych pomyłek, z których jedna jest bardziej żałosna od drugiej; i to tutaj właśnie, u św. Pawła, znajdujemy prekursorski obraz tego, co potem – w formie zadziwiająco wykrzywionej, ale i naprawdę genialnej – miał zawrzeć biedny Jan Jakub w swoim „Emilu” – obraz człowieka wolnego, i niezależnego – jak ktoś ładnie powiedział – moralnie i emocjonalnie od innych. Ewangelia jest najwspanialszym zapisem ideału oświeceniowej „ortodoksji”, zresztą wspanialszym znacznie od oryginału; a Kościół prekursorem europejskiego liberalizmu. Oczywiście nieświadomie,  i generalnie mimo woli. Ale „z królestwem Bożym jest tak, jak kiedy ktoś rzuci siew do ziemi. Czy on śpi, czy czuwa, w nocy czy za dnia, ów siew kiełkuje i rośnie, on sam nie wie jak. Samoczynnie ziemia wydaje plon: najpierw źdźbło, potem kłos, potem pełne ziarno w kłosie”. I pewne rzeczy się po prostu dzieją.

No, oczywiście dzisiaj takie podejście budzi Wielki Krzyk, i to z bardzo różnych przyczyn; w Polsce zapewne dlatego, że i chrześcijaństwo i liberalizm się poniekąd dziwnie rozumie (stąd pierwsze zadanie: naprawdę je zrozumieć), widząc w obu zasadniczo idee elitarystyczne, podług których słabszy powinien pełzać przed silniejszym, i każdy (znaczy każdy słabszy) powinien wydać się za innych na spalenie, znosić ich butę, głupotę i złą wolę, bo to niby „po chrześcijańsku”. Otóż jeśli ktoś tak myśli, informuję, że to nie po chrześcijańsku;  „nie o to bowiem idzie, żeby innym sprawiać ulgę, a sobie utrapienie, lecz żeby była równość”. I miło, że zobaczywszy tyle obłudy i zakłamania w naszym życiu społecznym, mogę to powiedzieć w duecie, i to z nie byle kim; i prostytutki Chrystus traktował życzliwiej, niż hipokrytów.

A jak się komuś nie podoba, zawsze może się odchrzanić. PAX.