No i tak; wszyscy o tym piszą, to i ja napiszę. Bo jestem niezależnym człowiekiem XXI wieku, który żyje sam dla siebie.

Tylko co? Tutaj, szczerze powiedziawszy, mam wątpliwości. Z tego prostego powodu, że moje doświadczenia z czasów szkolnych różnią się zasadniczo od doświadczeń większości ludzi (jak mi to wychodzi po konsyderacji indukcyjnej). Lubiłem się uczyć i przeżyłem w liceum jedne z najlepszych momentów mojego życia – i to mimo, że jak człowiek ma 17 lat to jest kretynem. Tak więc gdybym miał pisać z wnętrza siebie, napisałbym, że życzę pasji, porywających odkryć i jak najgłębszego wniknięcia w owe galaktyki doświadczenia moralnego, w te tajemnicze rezerwuary dobra, piękna i prawdy – jako przeżytych, a więc „uczłowieczonych” – które składają się na literaturę; głębokiego studium filozofii, aby odkryć je także same w sobie, nie w uczłowieczeniu; i owocnych poszukiwań dziejowych, aby dotrzeć do konkretu, z którego przeżycia te wyrastały. Ja tak pojmuję edukację – i przepraszam najmocniej wszystkich „naturalistów” (jak to się kiedyś mówiło), ale podobnie jak nikt nie widział jeszcze, aby maszyna stworzyła kulturę, tak i nikt nie widział jeszcze, aby stworzyły ją nauki; tworzy ją człowiek, a dla formacji człowieka najważniejsze jest wykształcenie tzw. „humanistyczne” (że tak powiem kropka); i to jego brak, a nie wykształcenia matematyczno-przyrodniczego, stanowi największy problem obecnych społeczeństw.

Niestety, wiem, że mówiąc z siebie mówiłbym zapewne do nikogo; wiem również, że nie ma tu jednego winnego. Młodzież jest dzisiaj dziwna, nie ma wątpliwości, ale już taka była gdy ja pisałem maturę; niezainteresowana, merkantylna, materialistyczna, szukająca łatwych przyjemności i łatwego zysku, i nawet relacje międzyludzkie pojmująca w kategoriach handlowych. Wszystko to prawda i często się o tym mówi. No dobrze, ale kto wychował tę młodzież? Sama się wychowała? Pewnie, że nie – i więcej słowa o tym nie powiem; bo i też przeszedłem dróg kilka po świecie „ludzi poważnych” i swoje widziałem; widziałem, jakie mamy kadry, jacy to często są ludzie i jaki system wartości i poziom reprezentują. A jeśli nauczyciela nie obchodzą szczegóły takie, jak stosunek aksjologii i teleologii u Arystotelesa (to nie obchodzi zresztą nawet doktorów nauk humanistycznych, bo któż by się tam pierdołami zajmował), filozofia polityczna Mickiewicza czy choćby prozodia polska, średniówka, sylabizm czy rym męski i żeński – to kogo będzie obchodzić z tych, którzy się uczą?

Bo prawda jest taka, że nic już dla nikogo nic nie znaczy, nikogo nic nie obchodzi i nikogo nie zajmuje poza tym, by swoje ucapić. Com napisał, napisałem: Polska nie jest republiką; i być może nawet nie krajem. Jest konglomeratem egoistów, z których każdy ma się za centrum wszechświata. A jak kogoś nie przekonuje „moralizowanie” i uważa, że to jest passé, niech sobie weźmie pod osąd taką inną rzecz: bo takie narody po prostu przegrywają.

Nie mogąc więc życzyć tego, co bym chciał, życzę przynajmniej modo Gilberti: byś, człowieku, nauczył się choć tyle, by wiedzieć, że gdy ktoś mówi, że starożytna greka nie ma znaczenia dla epoki demokratycznej – to tak naprawdę opowiada dowcip; i można się śmiać – a wręcz wskazane jest.