No więc przyszedł ten czas i będę się narażał; bo będzie o papieżu (a więc jakże tu nie zbluźnić?).
 
Chociaż, jak mam nadzieję, nie do końca.
 
Nikt, kto miał styczność z niedawną wypowiedzią ojca świętego na temat relacji uchodźcy-bezpieczeństwo narodowe, nie może przejść obok niej obojętnie. I mniemam, że wielu katolików zadało sobie mimowolnie w duchu owo brzemienne w treść i kontekst pytanie, które automatycznie niemal wskoczyło mi na usta.
 
Jak żyć?
 
Istnieje pewne złota zasada, która pozwala sobie poradzić z podobnym kryzysem.
 
U św. Jana Klimaka wyczytałem kiedyś, że zakonnicy powinni zachowywać „święte lekceważenie” wobec spraw świeckich. Każdy wiek ma swój ideał, swojego ducha — i swojego proroka. I tak, w wieku XX, przedziwnym zrządzeniem Opatrzności, ta mądra zasada znalazła swe dopełnienie i została wreszcie należycie (bo chrześcijaństwo jest religią paradoksów) odwrócona; gdy Gilbert Keith Chesterton napisał: „nie chcę być bardziej eklezjalny od eklezjastyków” (co się, rzecz jasna, przekłada na tradycyjną polszczyznę: „bardziej papieski od papieża” — przypadek? nie sądzę).
 
Miałem okazję słuchać w życiu wielu duchownych. Większość starała się być duchownymi, z lepszym bądź gorszym skutkiem; niektórzy tylko bywali psychoterapeutami, politykami, ekonomistami, ekspertami od stosunków międzynarodowych. Jeden zakonnik z wysokości ambony starał się mnie pouczać (oczywiście nie mnie bezpośrednio, tylko „nas”, chłopów tam zgromadzonych — młodych, bo to było duszpasterstwo akademickie) jak się obchodzić z płcią przeciwną; drugi miał strasznie wiele do powiedzenia na temat tego jak znaleźć pracę i kupić mieszkanie. Nie wiem, który z tych wypadków jest bardziej pożałowania godny, ale obydwa są równie symboliczne.
 
Św. Jan Klimak wiedział, że bez świeckich i ich świata, ich gospodarki, sił porządku, nauki, pracy, zakony nie mogą istnieć; ale wiedział, że świat świeckich jest inny niż świat zakonników; i że mu, nie ze złej woli, ale siłą rzeczy, czasami zawadza. GKC wiedział, że bez duchowieństwa, bez charyzmatu nieomylności w tym, co odnosi się do zbawienia, bez sakramentów, nauki, cennej posługi, katolik nie może istnieć. Ale wiedział również to samo, co Jan Klimak — tylko wyciągnął z tego wnioski uzupełniające; że świat świeckich i świat duchownych to właśnie dwa światy.
 
Dlatego też potrzebne jest świeckim pewne „święte lekceważenie” w stosunku do duchowieństwa; lekceważenie dotyczące właśnie spraw świeckich. Duchowieństwo żyje inaczej i często się w nich gubi; i jak historia długa i szeroka, przykładów katastrofalnego wpływu Kościoła na kwestie polityczne — nawet w wypadku ludzi w rzeczach stricte kościelnych niezmiernie mądrych i odpowiedzialnych — znajdzie się bez liku. Oczywiście, z kościelnego punktu widzenia kapłaństwo hierarchiczne ma tu większy problem, niż świeccy; i trudno nie przenosić zwierzchności posiadanej w jednej dziedzinie życia (i to najważniejszej) w inne dziedziny życia (i to sporo mniej ważne). Duchowni, innymi słowy, mają skłonność do mędrkowania; papież — dość ewidentnie — ma skłonność do mędrkowania. Może to spowodować konflikty i wielu zmącić spokój; stąd właśnie ten tekst. Takie tarcia wynikają poniekąd „z natury (a właściwie stanu) rzeczy”. Nie wolno się wobec nich załamywać, trzeba umieć sobie radzić.
 
A nikt nie pomoże nam w tym lepiej, niż Gilbert Keith Chesterton. Ja się nie obraziłem na Jana Klimaka; mam nadzieję, że duchowni nie obrażą się na mnie (potencjalnie mówię) — i na mojego przyjaciela, który mnie do tego podjudził — że w niektórych sprawach pozwolę sobie zachować zdrowy dystans — i bardziej cenić mój osąd, niż ich osąd.
 
Patrzże, Gilbert, na nas z nieba. Pan Breugel, jak zwykle, natchnieniowo.