Ot, refleksja chwili…

„Dla pionierów dezintegracji kulturowej mitologia lewicy i prawicy to prawdziwy dar bogów, doskonałe narzędzie zniszczenia — proste, prymitywne wręcz, ale zabójczo skuteczne, i takie, przy pomocy którego obrobić można dosłownie każdą sytuację, i nawet najbardziej złożone problemy wtłoczyć do jednego worka ogólnej konfuzji i ideologicznego bełkotu.

Tak też, na przykład, są liberałowie i konserwatyści, republikanie i monarchiści, antyklerykałowie i klerykałowie, komuniści i faszyści, socjaliści i indywidualiści, Semici i antysemici. Obecnie wszystkie te pary przeciwieństw, niemające ze sobą żadnego koniecznego związku, automatycznie niemal rozpisuje się według dychotomii lewica-prawica, mechanicznie wciskając je w ramy różnych ideologicznych sojuszy, częstokroć zupełnie niepotrzebnych lub wprost absurdalnych. Co więcej, kiedy przylepi się już swym przeciwnikom stosowną etykietkę, można powtórzyć ten proces na mniejszych grupach, i zacząć dzielić socjalistów na centrolewicowych i skrajnie lewicowych, liberałów na umiarkowanych i postępowych, tak by wszyscy bez wyjątku wpadli w ten sam wir zamętu i dezintegracji.

Otóż główna wada, czy też może zaleta (jak kto woli), tej metody podziału polega na tym, że nie ma ona żadnych podstaw racjonalnych. Zasadza się bowiem na klasyfikowaniu ludzi i idei według ich relacji do jakiegoś ‚centrum’  — które, z reguły, po prostu nie istnieje”.

Te słowa, napisane przez pana Krzysztofa Dawsona w kwietniu 1946 roku właściwie nie wymagają komentarza; może poza takim, że doskonale wyrażają jedną z tych rzeczy, które próbuję wyrazić na tym blogu od samego początku.

Więc może tylko na koniec, dla tych, dla których naprawdę kwestia, czy Chesterton (czy Belloc, na przykład) był „lewakiem” czy „prawakiem”  ma jakieś większe znaczenie, i którzy nie mogą mu wybaczyć poparcia dla sprawy Wolnych Ludów przeciw monarchom, bo to „lewicowe”, albo gorącej wiary w Boga, bo to „prawicowe” (choć ciężko mi uwierzyć w istnienie takich mózgów, a tych drugich raczej tutaj nie ma, bo akurat polska „lewica” jest jeszcze bardziej betonowa, niż „prawica”):

no cóż; Kochani — nie idźcie tą drogą. Po prostu.

I nawet fakt, że niemal całe polskie życie polityczne kręci się wokół tej mechanicznej i debilnej klasyfikacji, nikogo nie usprawiedliwia, a przynajmniej nie całkowicie; i to jest akurat akcent optymistyczny. Bo że musimy stawiać opór głupocie, oznacza, że możemy. PAX.