„Człowiek przyznający się do wiary w coś, co warte jest dziesięciu minut inteligentnej wypowiedzi, zawsze coś zyskuje – i czegoś się wyrzeka. Tak długo, jak długo potrafi zrobić obydwie te rzeczy, może być twórczy: bo nadaje czemuś konkretny plan i kształt. Mahomet zakazał wina, ale przyzwolił mieć pięć żon: stworzył wielką rzecz, która ciągle sprawia nam problemy. Pierwsza Republika Francuska była twórcza, gdy obroniła własność i zniosła tytuły szlacheckie; i Francja wciąż trwa – niczym mocny, kwadratowy budynek, oblegany na próżno przez całą resztę Europy. Przedstawicieli ruchu oksfordzkiego napełniałaby przerażeniem myśl, że ktoś mógłby porównać ich do muzułmanów bądź jakobinów. Ale podświadomie pragnęli dokładnie tego, co muzułmanie i jakobini naprawdę mieli – a czego Anglicy naprawdę nie mieli: owej ekstazy emocjonalnej, jaką zapewnia konsekwencja. Jak było się muzułmaninem, nie można było zostać bachantką. Jeśli było się republikaninem, nie można było zostać szlachcicem. Tak też oksfordczycy, nawet na pierwszych i najbardziej niejasnych etapach swojej działalności, mieli takie poczucie, że jeśli jest się prawowiernym anglikaninem, to nie da się być dysydentem. Ruch oksfordzki był, od korony aż do korzeni, ruchem racjonalnym; prawie że racjonalistycznym. Tym właśnie różnił się zasadniczo od innych form reakcji, bijących w utylitarystyczny kompromis tego czasu; ślepego mistycyzmu Carlyle’a, męskiego ale nader prostego emocjonalizmu Dickensa. Odwoływał się do rozumu: a rozum podpowiadał, że jeśli chrześcijanin chce mieć karnawał, to musi mieć i post. Inaczej wszystkie dni będą wyglądać tak samo; i to właśnie stanowiło marzenie owego angielskiego utylitaryzmu, na który ruch oksfordzki przypuścił pierwszy i najbardziej racjonalny kontratak”.

Gilbert Keith Chesterton, „Epoka wiktoriańska w literaturze” (1914)

Krótko: takie sobie obrałem motto na tegoroczny Wielki Post. Jak ktoś chce, to może zapożyczyć (mały dowcip; post nie musi być grobowy).

Bo tak mi się wydaje – że to najlepszy post na nasze czasy. Post od niezdecydowania, miękkości, chwiejności, „tak, ale”; post od „kompromisu”; a przede wszystkim: post od tego, co jest źródłem tego zamętu; post od „odoru ciała”, indywidualności, osobistych sympatii, biologicznego pragnienia ciepła i wygody, od instynktu samozachowawczego w jego różnych sublimacjach. „Niech wasza mowa będzie tylko: tak za tak, nie za nie, a co ponad to jest od złego pochodzi”.

W czasie mych krótkich ale interesujących wędrówek po pustyniach świata, widziałem wiele różnych rzeczy; spotkałem ludzi, którzy pod płaszczykiem walki o ideę interesowali się głównie tym, czy ktoś czytał napisane przez nich książki; ludzi, którzy chwalili wolność słowa i swobodę debaty, by potem uciszać każdego, kto miał choć trochę odmienne zdanie; ludzi, którzy głosili najpospolitszy i najbrutalniejszy darwinizm, by potem nazywać go „myślą chrześcijańską”; ludzi, którzy głosili humanitaryzm, liberalizm i powszechne braterstwo ludzkości, by potem lżyć niewykształconych od „hołoty” i „pospólstwa”; ludzi, którzy kiedy tylko mogli perorowali o „godności kobiety”, by potem bronić zjawiska prostytucji i „sponsoringu”.

Krótki żywot Polaka – a już tyle doświadczeń…

Jak Chrystus Pan rozmawiał ze swoimi pobratymcami, szczególnie uczonymi w Piśmie, najgorzej reagował zawsze na ukryte intencje, półsłówka, podstępy, lawiranctwo; to, co my nazywamy dzisiaj „sprytem” i „praktycznością”. „I ja wam nie powiem, jaką mocą to czynię”. „Idźcie precz, i nie róbcie z Domu Ojca mego targowiska”. „Nie przyszedłem pokoju przynieść, a miecz”. Istotnie, Ewangelia to miecz oddzielający prawdę od fałszu, czystość od brudu, bezinteresowność od interesu, wielkość od małości. Tej zatem czystości ducha, mocy przekonania, zdrowej nienawiści siebie oraz pragnienia autentycznej wielkości sobie i wszystkim na ten Wielki Post życzę, abyśmy – gdy przyjdzie godzina – mogli stanąć przed naszym Panem w białych szatach, wypłukanych w Jego krwi.

Krwi Tego, który nie był „tak i nie”, ale w którym w każdej próbie dokonywało się wielkie „tak” dla Boga i dla tego, co kochał.

Cóż, mierzmy wysoko; bo inaczej spadniemy. PAX.