Dzieje się w Europie, niestety, oj dzieje…
 
A poza Europą już czeka Kurdystan.
 
W związku z tym, mały komentarz:
 
„Tylko w Europie występuje poczucie świętości narodu. W innych miejscach świata, ludzie walczą o niepodległość własnych plemion. Wyłącznie w naszej nacjonalistycznej Europie mamy jakieś pojęcie o obowiązku respektowania niepodległości również innego plemienia. To zaś, rzecz jasna, stanowi jedyną próbę rzeczywistego istnienia religii. Fakt, że ktoś chce zachować własne życie, nie jest żadnym dowodem na to, że życie w ogóle uważa za rzecz świętą; dowiedzie tego, jeżeli powstrzyma się od zamordowania swojego wroga. Dokładnie na tym opierała się całość naszego sprzeciwu wobec aneksji Transwalu – na tym, że stanowiła ona grzech przeciwko europejskiej cnocie patriotycznej. Jako iż nikt nie ma większego prawa powiedzieć, że jego brytyjski patriotyzm zobowiązuje go do zniszczenia narodu burskiego, niż że jego poczucie świętości węzła małżeńskiego zobowiązuje go do ulotnienia się nagle z małżonką sąsiada”.
 
GKC, „Idea patriotyzmu”, 1904.
 
Jak zwykle rozbijamy się tutaj zatem o absolutnie podstawową dla naszej cywilizacji, na tym etapie jej dziejów, kwestię; czym jest nacjonalizm?
 
Niektórzy uważają, że nacjonalizm to pewne ogólne pragnienie dominowania nad innymi narodami i wchłaniania ich w obce struktury państwowe; można i tak.
 
Niemniej, inni uważają nacjonalizm za przekonanie, że naród — jako podstawowy podmiot życia politycznego — z natury rzeczy powinien mieć własne państwo; jeśli chce, rzecz jasna, no ale taka jego (właśnie) natura, że zazwyczaj chce. Każdy naród; duży, mały, rolniczy, przemysłowy, wysoko rozwinięty, nisko rozwinięty, katolicki, protestancki, buddyjski czy ju-ju. Tak pojmował to GKC, tak pojmuje się to do dziś (na ogół) w świecie anglojęzycznym, takie sformułowanie znalazła ta idea w Traktacie Wersalskim.
 
Osobiście, rzecz jasna, uznaję to drugie znaczenie; i abstrahując od wszelkich dywagacji na temat różnych korzyści czy niekorzyści, jakie mogą ze sprawy wyniknąć, trzeba powiedzieć tyle: że jeśli Katalończycy (czy Baskowie, skoro już o tym mówimy) są narodem, to nie tylko własne państwo należy im się moralnie, ale jest zwyczajnie naturalną koniecznością; i próba siłowego zniszczenia tego faktu, nie tylko że kompletnie jałowa, to jeszcze — w dłuższej perspektywie — zdecydowanie pogorszy sprawę.
 
O secesji Katalonii mówi się od dawna i Madryt miał sporo czasu, żeby przygotować odpowiednią reakcję; być może, że w miarę rozwoju świadomości narodowej w Europie trzeba będzie zmienić zupełnie model państwowości; i zacząć budować struktury konfederacyjne.
 
Ale czy to coś złego? Konfederacje istniały w historii już bardzo dawno, istnieją, i będą istnieć; a na pewno lepsze to, niż policyjna pacyfikacja spokojnych cywili stojących w kolejce do lokalu wyborczego.
 
Można pomodlić się, aby Bóg zesłał pokój narodom ziemi; i żeby rządzący, we wszystkich zakątkach świata, pamiętali po co są, i jak powinni wykonywać swoje obowiązki; no i, bliżej, żeby Europa przemyślała co to znaczy, że jest Europą. PAX.