Po finale Mundialu pozwoliłem sobie opublikować na facebook’owym „page’u” Chesterton Polska maleńki wpis, w którym podzieliłem się radością z wygranej reprezentacji Francji, naturalnej przecież u kogoś, kto typował taki przebieg wypadków na długo, zanim ktokolwiek inny zaczął o tym choćby przebąkiwać. Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że dla niektórych (a chyba nawet dla wielu) taka deklaracja to Strasznie Poważna Sprawa, ja zaś najwyraźniej po raz kolejny sprzymierzyłem się z „lewactwem”. Cóż, być może, że sam się prosiłem, bo do wpisu dołączyłem także link do nieoficjalnego hymnu sankiuloterii paryskiej z okresu Rewolucji, który akurat bardzo lubię, oczywiście tytułem żartu, co zaznaczyłem, ale wiadomo, jak to z czytaniem pewnych rzeczy bywa, szczególnie gdy w grę wchodzi fiksacja ideologiczna. A jednak, ostatecznie nic z tego nie rozumiem, i doświadczam trudności.

Futbol oglądam często i trochę się na nim znam (co widać na załączonym obrazku), i cieszę się nim po prostu jako pewną sztuką, czyli umiejętnością wykonania dobrego w swoim gatunku dzieła, którym jest w tym wypadku widowisko piłkarskie względnie mecz. Nie chodzi tu, przynajmniej nie bezpośrednio, o reperkusje moralne, czy to zbiorowe czy indywidualne, o dobro wspólne czy zbawienie duszy. Liczy się to, kto lepiej jest w stanie urzeczywistnić w konkrecie czynu nieomylne prawidła sztuki piłkarskiej, z których najważniejsze dotyczą aspektu tzw. taktyki, bo piłka nożna to gra zespołowa; i nic więcej. Chorwaci zostawili na boisku serducho i chwała im za to, ale z czysto „artystycznego” punktu widzenia wygrał po prostu lepszy: zespół fantastycznie zorganizowany, zdyscyplinowany, zgrany – doskonale wypełniający polecenia trenera, czujący przeciwnika, i dysponujący do tego niewiarygodnie wysoką kulturą gry; zespół, jak wykrztusił z siebie nawet jeden z polskich komentatorów, bez słabego punktu. Dla piłki to dobrze, i tyle na temat; poekscytowaliśmy się, pozachwycaliśmy, pośmiali, pokrzyczeli, i teraz pora wrócić do bardziej poważnych spraw.

Niestety, jak widać, w Polsce tak to nie funkcjonuje, jak wskazuje na to nie tylko odbiór mojej niewinnej notatki (w gruncie rzeczy, jak całe moje życie, kompletnej pierdoły, z przeproszeniem szanownych dam), ale przede wszystkim obrzydliwa kampania antyfrancuskiej propagandy, jaka wylewa się ostatnio z polskich telewizorów. I obrzydliwość ta, na którą w sensie istotnym nie mam słów, siłą odśrodkową zmusza mnie jednak do zabrania głosu.

Co szczęśliwi pamiętają zapewne tę piękną scenę z Żywotu Briana, w której Front Wyzwolenia Palestyny obraduje nad tym, co takiego kiedykolwiek zrobili dla Żydów Rzymianie. Najpierw zapada cisza, potem zaś w ciszy tej odzywa się nieśmiało głos: „… Akwedukty?” „Co?!”, pada odpowiedź. „No… akwedukty”. Następnie, jak można się domyśleć, odzywają się i inni, robi się tych wszystkich rzeczy całkiem pokaźna lista („Nie no, wino rozumie się samo przez się”), aż wreszcie przewodniczący obrad (John Cleese) konkluduje: „No dobrze, ale za wyjątkiem akweduktów, szkół, dróg (itd.), porządku publicznego i wina, co takiego kiedykolwiek Rzymianie dla nas zrobili?”

Cały ten niedawny rechot z francuskich problemów, jakże-jakże śmiesznych, bo innych  niż nasze, wydaje mi się porywającym analogatem tej pięknej wizji (znowu!) artystycznej; a więc, by naprawdę nie przedłużać, Polaku drogi, mordo ty moja, nie idź tą drogą.

  1. Nie wyśmiewaj się z cudzego nieszczęścia, bo to nieładnie, i nie ciesz się za bardzo, że nie masz cudzych problemów, bo masz własne,  które niechybnie zobaczysz, jak tylko przestaniesz się nadymać, że jesteś „przedmurzem chrześcijaństwa”, i wyjrzysz ze dwa razy przez okno. U mnie w Sosnowcu strach po nocy chodzić; w niektórych miastach regionu jest jeszcze gorzej. Kwitnie u nas korupcja, kolesiostwo, dyktatura ciemniaków. Działa mafia, i gangi kibolskie. Naprawdę mamy powody, aby się tak wywyższać?
  2.  Zważ, o kim mówisz. Tak, wiem, „zgniły zachód”, republika laicka, zboczenia i bezhołowie. O-kay. Jak rozumiem, III Rzeczpospolita to państwo twoich marzeń; jak rozumiem, chciałbyś, aby wszyscy obcokrajowcy osądzali nas wyłącznie po działalności rządów Buzka i Millera. Niemniej, spróbuj wykrzesać z siebie choćby iskrę poczucia historycznego, i zwróć uwagę, że:
  • to Francja powstrzymała muzułmanów pod Poitiers w 732
  • to Francja przewodziła pierwszej krucjacie w 1099
  • to Francja zdławiła herezję katarów
  • to Francja dała Europie gotyk
  • to Francja dała światu św. Tomasza z Akwinu (Włocha, ale wykładał gdzie?)
  • to Francja dała Europie Montaigne’a, a więc i gatunek eseju
  • to Francja dała światu gatunek vilanelli (a więc, pośrednio, i Stanisława Barańczaka), aleksandryn i „Plejadę”
  • to Francja dała światu Pascala
  • to Francja dała światu Ludwika de Montforte’a, a więc i cały nowoczesny („Jana Pawłowy”) kult maryjny
  • to Francja pierwsza (formalnie) zniosła na swym terytorium niewolnictwo (1794)
  • to Francja dała światu wielką teorię demokratyczną i koncepcję praw człowieka i obywatela, dzięki której mamy dziś wolność słowa, sumienia i wymiany zdań
  • to Francja jako pierwsza połączyła ideał demokratyczny z katolickim
  • to Francja jako jedyna w historii ujarzmiła Niemcy i o mało co złamała potęgę caratu
  • to Francja dała światu Lourdes i La Salette
  • to Francja dała światu Pierre’a Duhema, który położył tamę pozytywistycznemu szaleństwu
  • to Francja dała światu Leona Bloy, który na zawsze zmienił oblicze katolicyzmu
  • to Francja (rękoma Gilsona i Maritaina) dała światu nowoczesną filozofię realistyczną
  • to Francja dała światu personalizm katolicki (to już sam Kuba), który zmienił historię i został utrwalony w dokumentach ONZ, a więc i – w konsekwencji – Sobór Watykański II
  • to Francja dała światu arcydzieło reakcji, jakim była Akcja Francuska
  • to Francja dała Europie (rękami Schumana) wielki projekt zjednoczeniowy, wielki projekt europejskiego pokoju
  • i wreszcie (na koniec może być egoistycznie): to generał De Gaulle jako pierwszy europejski przywódca uznał polskie granice zachodnie na Odrze i Nysie
  • no i – wino („goes without saying”)

To jest oczywiście wykaz ogólny, i robiony ad hoc; niemniej nawet on wydaje się wskazywać na pewną większą prawdę, o której często pisali Gilbert i pan B. Francja jest sercem Europy – Francja jest Europą. Wszystko, cokolwiek się stało, stało się tam; a co się nie stało tam, tak naprawdę się nie stało, przynajmniej nie w Europie jako całości (i nie wiem jak komu, ale mnie fakt wieloetniczności byłego mocarstwa kolonialnego nie wydaje się z tym wcale sprzeczny). Czy to oznacza, że teraz Polak powinien „na kolana padać”, bić pokłony, śpiewać pieśni pochwalne i czekać, żeby Francuzi popatrzyli na niego życzliwiej, a gdyby tak się stało tańczyć z radości i płakać? Oczywiście, że nie;  ale z samej wrażliwości historycznej wypadałoby zachować pewne proporcje – i rozumieć, że naprawdę nie jesteśmy centrum wszechświata, i mamy się od kogo uczyć. Tak to widzieliśmy przez wieki (na Boga! – przecież w hymnie narodowym śpiewamy o Bonaparte’em!) i chciałbym, aby tak było nadal. Aby naród polski równał w górę, nie w dół, i chciał raczej podjąć wielkie dziedzictwo łacińskie, o którym zachód być może (choć i to nie taki pewne) dziś zapomina, ale którego wciąż jest rezerwuarem, niż dać się zwieść tatarszczyźnie, która jest prymitywna, ale łatwa, która jest skuteczna, przyswajalna, pozwala spokojnie pić wódkę i temperuje homoseksualistów. Wszystko można jasno i prosto powiedzieć; ale nie wszystko jest jasne i proste. I skoro i tak przychodzi nam, zrządzeniem Opatrzności, mierzyć się z tak wieloma trudnościami, łatać tak wiele dziur i odwracać tak wiele zaniedbań, które nie pozwalają nam w pełni skupić się na chwili obecnej i nadziei na lepszą przyszłość, znajmy przynajmniej, gdzie jest nasze miejsce; w więcej, rzecz jasna, niż tylko jednym sensie.