Gilbert Keith Chesterton

Wszystko, co myślę (1933)

Rozdział III – O rogatkach i średniowieczu

Pewnego pięknego dnia, otwierając gazetę, dostrzegłem krótki lecz dobitny wstępniak, zatytułowany „Relikt średniowiecza”. Wyrażał on głębokie oburzenie faktem że w tym lub innym miejscu, w jakimś stosunkowo dalekim zakątku naszego kraju, mieści się rogatka, na której trzeba płacić myto. Autor podkreślał z całą mocą że podobnie zastarzała forma tyranii to rzecz absolutnie nie do przyjęcia, ponieważ sprawą bezwzględnie kluczową jest, aby ruch drogowy odbywał się bardzo szybko; prawdopodobnie nawet nieco szybciej, niż obecnie. Tak też opisał powód tej króciutkiej zwłoki właśnie jako relikt średniowiecza. Obawiam się, że przyszłość spoglądać będzie na to zdanie z niejakim smutkiem i delikatną nutką pogardy, widząc w nim bardzo typowy relikt nowoczesności. To znaczy – będzie ono nader melancholijnym reliktem jedynej epoki w dziejach ludzkości, w której ludzie szczycili się tym, że są nowocześni. Bo choć dzień dzisiejszy jest zawsze dzisiejszy a czas niezmiennie nowy, póki co jesteśmy jedynymi ludźmi w historii, którzy muszą chwalić się bez ustanku, że dzisiaj to nie wczoraj. Obawiam się, że ktoś w przyszłości wytłumaczy to kiedyś prostym stwierdzeniem, że nie za bardzo mieliśmy się czym chwalić. Bo, jakiekolwiek byłyby wady wieków średnich, towarzyszyły one przynajmniej jednej zalecie. Średniowiecznicy nigdy nie przejmowali się tym, że są średniowieczni; ludzie nowocześni zaś, straszliwie przejmują się tym, że są nowocześni.

Na początek, warto zwrócić uwagę na przedziwne, z automatu przyjmowane założenie, jakoby nazwanie czegoś „reliktem średniowiecza” równało się z obrzuceniem tego czegoś błotem. W świecie współczesnym znajdzie się całkiem sporo reliktów średniowiecza – i większość z nas zdziwiłoby się zapewne niemało, gdyby argument ten stosować konsekwentnie nawet do tych rzeczy, które powszechnie nazywa się „średniowiecznymi”. Prawdopodobnie zasmucilibyśmy się nieco, gdyby Opactwo Westminsterskie wyleciało kiedyś w powietrze, dlatego że jest reliktem średniowiecza. Być może, że naszłyby nas pewne wątpliwości, gdyby nagle nasz rząd nakazał spalić wszystkie kopie Boskiej komedii Dantego czy Opowieści kanterberyjskich Chaucera, dlatego że są reliktami średniowiecza. I chyba mimo wszystko nie potrafilibyśmy rzucić się w wir nieskrępowanego niczym i płomiennego świętowania nawet w wypadku, gdyby Dzwonnica Giotta została zrównana z ziemią, dlatego że jest reliktem średniowiecza,. Dopiero co, w Oksfordzie i Paryżu (które również jako takie – o, zgrozo! – są reliktami średniowiecza), nastąpiło pedantyczne i perwersyjne odrodzenie filozofii tomizmu i metody logicznej średniowiecznych scholastyków. Podobnie, ciekawe świata i niespokojne umysły spośród najmłodszych naszych artystów i krytyków sztuki z nieznanych przyczyn zapuściły się w przeszłość znacznie bardziej barbarzyńską, niż ta, której znak stanowi Dzwonnica Giotta, i nawet teraz nie przestają perswadować nam, że koniecznie należy powrócić do surowości Cimabuego1 i bizantyńskich diagramów z wieków ciemnych. Te relikty zaś, muszą być przecież bardziej średniowieczne niż samo średniowiecze.

Ale, w rzeczywistości, to dziwne określenie nie ograniczałoby się wyłącznie do tego, co potocznie nazywa się średniowieczyzną. Jeżeli relikt średniowiecza oznacza wyłącznie coś, co odziedziczyliśmy po wiekach średnich, tego typu pisarze prawdopodobnie niemało zdumieliby się skalą i solidnością rzeczonych reliktów. Gdybym powiedział tym uczciwym dziennikarzom, że prasa również jest reliktem średniowiecza, prawdopodobnie natychmiast dowiedliby swej miłości do banału i oskarżyli mnie o to, że mówię paradoksami. To wszakże przynajmniej, że prasa, prasa drukarska, jest reliktem średniowiecza, to rzecz zupełnie pewna. Wynaleźli ją i ugruntowali jej pozycję ludzie czysto średniowiecznej mentalności, zanurzeni w średniowiecznych ideach, wyznający średniowieczną religię i działający według ducha średniowiecznego społeczeństwa. Nie znajdzie się słów bardziej typowo średniowieczne od owego szlachetnego panegiryku, wygłoszonego przez wielkiego angielskiego drukarza o wielkim angielskim poecie; słowa Caxtona2 o Chaucerze. Gdybym zdecydował się oznajmić, że parlament również jest reliktem średniowiecza, miałbym do tego jeszcze mocniejsze podstawy; ponieważ choć prasa rzeczywiście pojawiła się dopiero pod koniec wieków średnich, parlament pojawił się już niemalże na samym ich początku. Pierwszy parlament pojawił się, jak sądzę, w Hiszpanii, w rejonie Pirenejów; ale wszak nasza własna, tradycyjna data, łącząca tę instytucję z Szymonem z Monfort, choć może brak jej zupełnej precyzji, to mniej-więcej trafnie znaczy ten moment. Nie muszę dodawać, że ponad połowa podwalin współczesnej edukacji, nie tylko Oksford i Cambridge, ale również Glasgow i Paryż, to również relikty średniowiecza. I gdyby postawić naszemu biednemu, gazetowemu reformatorowi warunek, że będzie mógł zniszczyć ową małą, nieszczęsną rogatkę dopiero wtedy, gdy udowodni, że ma ma prawo rozwalić nie tylko ten jeden, ale także wszystkie inne z wyżej wymienionych reliktów średniowiecza, można mniemać, że natrafiłby w tej sprawie na pewne trudności.

Oprócz tego pozostaje jeszcze, rzecz jasna, kwestia wielkiej wątpliwości historycznej, czy rogatka to rzeczywiście relikt średniowiecza. Nie znam daty wzniesienia tej konkretnej rogatki; fakt pozostaje jednak faktem, że rogatki i myta takie, jak opisuje się w rzeczonym tekście, były najbardziej rozpowszechnione, najenergiczniej wdrażane, czy może tylko najczęściej zauważane, w wieku osiemnastym. Mam zaś szczerą nadzieję, że choć w swoim czasie Pitt i Dundas3, obydwaj kompletnie urżnięci, najpierw skakali przez rogatkę, a potem zostali ostrzelani z garłacza, to nikt nie wpadnie na pomysł określenia tych dwóch polityków mianem reliktów średniowiecza. Nie było na świecie człowieka bardziej nowoczesnego, niż Pitt i Dundas – bo pierwszy był wielkim politykiem finansowym, opierającym władze wyłącznie na bankierach, a drugi – zwykłym krętem. Możliwe, oczywiście, że niektóre tego typu lokalne punkty poboru opłat naprawdę wywodzą się ze średniowiecza, wątpię jednak, czy nasz dziennikarz w ogóle zadał sobie trud sprawdzenia, czy w tym konkretnym wypadku tak rzeczywiście jest. Prawdopodobnie uważa on za średniowiecze wszystko to, co wydarzyło się przed epoką jazzu czy plotkarskiej prasy. Dla niego, „średniowieczny” oznacza po prostu „stary”, „stary” zaś – po prostu „zły”; i tak też dochodzimy do ostatniego pytania, które powinno być tutaj zresztą pierwszym pytaniem, czy rogatka z konieczności musi być zła.

Gdybyśmy my naprawdę byli reliktami średniowiecza – to znaczy: gdyby naprawdę nauczono nas kiedyś myśleć – zadalibyśmy to pytanie zaraz na początku i zastanawiali się nad tym właśnie problemem: czy to rzecz dobra czy zła, a nie czy średniowieczna czy nowoczesna. Nie ma miejsca, żeby to tutaj dokładnie omówić – można wszakże przeprowadzić bardzo prostą próbę. Cel i skutek instytucji myta jest, po prostu, taki: że ci, którzy używają jakiejś drogi, będą za nią płacić. Póki co wygląda to tak, że biedni mieszkańcy danego dystryktu, w tym ci, którzy nigdy nie wyściubiają nosa poza swoją wioskę, płacą za utrzymanie dróg oranych do ziemi i rozrywanych na kawałki przez samochody i ciężarówki bogaczy i wielkiego biznesu, jadące z Londynu do innych, odległych miast Anglii. Nie jest czymś samym przez się oczywistym, że to system bardziej sprawiedliwy od tego, w którym to użytkownicy płacą na utrzymanie tego, co użytkowane – nawet gdyby jeżeli takie urządzenia stanowią relikt średniowiecza.

Na koniec możemy jeszcze zapytać, czy to aby na pewno prawda, że nasze drogi cierpią głównie ze względu na powolność ruchu drogowego pojazdów benzynowych; i że, jeżeli tylko uda się nam uczynić każdy motor coraz szybszym i szybszym, nadejdzie nareszcie nasze ocalenie? Że motor to rzecz znacznie ważniejsza od człowieka, to niewątpliwe i powszechnie przyjęte principium prawdziwie współczesnej filozofii; niemniej, całkiem niezłym rozwiązaniem może okazać się zachowanie między nimi pewnej logicznej proporcji – i jasne określenie, ile dokładnie istot ludzkich powinno ginąć pod kołami danego samochodu w okresie jednego roku. Obawiam się zaś, że prosta polityka zwiększania szybkości ruchu samochodowego, może zmienić charakter sprawy z tego, co normalnie uznaje się dzisiaj za morderstwo, w coś, co dziwnie przypominać będzie współczesną definicję masakry. Co do tego zaś, wciąż męczą mnie pewne skrupuły; prawdopodobnie również będące reliktem średniowiecza.

 

Tłm. Maciej Wąs

 

1 Cimabue (1240-1303) – włoski malarz i mozaicysta gotycki.

2 William Caxton (1422-1491) – angielski dyplomata, kupiec, pisarz, drukarz. Prawdopodobnie pierwszy handlarz książkami drukowanymi. Pierwszą książką, jaką wydrukowano w jego drukarni w Westminsterze, były Opowieści kanterberyjskie Chaucera.

3 Prawdopodobnie Henryk Dundas (1742-1811) – szkocki prawnik i polityk, prawa ręka Williama Pitta Młodszego. Pozycję zdobywał sobie m.in. przez rozdawanie stanowisk.