Gilbert Keith Chesterton

Co widziałem w Ameryce  (1922)

Słowo do wydania drugiego

A więc tak; proces Wielkiej Korekty na chestertonpolska.org trwa. Właściwie wszystko, co chciałem o tej książce powiedzieć – już powiedziałem. Co w takim razie powiedzieć tutaj? A czuję się zobowiązany.

No to może tak, po prostu: po co ta korekta?

Przekład, wydaje mi się, nie był zły; i istotnie, nie była ona bezwzględnie konieczna. Natomiast, po pierwsze, przekład był lepszy i gorszy. Tłumaczenie zajęło mi około jednego roku, z wielką przerwą pomiędzy, tak też ogromnie widać było różnicę jakości rozwiązań i warsztatu między jej rozdziałami pierwszymi i następnymi. Należało to bezwzględnie zmienić, co też uczyniłem – i istotnie, korekta dotyczy właściwie wyłącznie pierwszej ćwiartki dzieła. Dalej były to zmiany drobne, pewne szlify, „wygładzania”, czy „uspołecznienie” rozwiązań za bardzo (chyba) zindywidualizowanych (przynajmniej niektórych; zresztą, Gilbert pisał w sposób zindywidualizowany, co w Anglii krytykowano, ale i akceptowano, no a w Polsce – cóż; widać „taki mamy klimat”).

A to po co z kolei? Po prostu po to: aby było lepiej, piękniej, wyżej; tak porywająco, niekonwencjonalnie, dobrze, jak to tylko możliwe. Powiedziałem raz, i powtórzę: jest to książka w dorobku Chestertona niezmiernie ważna; pod pozornie lekkimi opowiastkami z podróży, płynie (politycznie rzecz ujmując) wrząca lawa. I całe dzieło stanowi, po prostu, jedną wielką przypowieść, która – jeśli się ją rozumnie i wielkodusznie przeczyta – powie nam dokładnie to, co człowiek współczesny najbardziej chce usłyszeć.

Co robić.

Niniejszym – miłej lektury.

Maciej Wąs,

Sosnowiec, 08 VI 2018, Najświętszego Serca Jezusa