(Ze zbiory Vade-mecum, 1865-66)

Dystrubucjonizm jest to po prostu gospodarka chrześcijańska i dlatego dystrybucjonistą zostaje każdy, kto swoje chrześcijaństwo bierze na poważnie, choćby i Cyprian Kamil Norwid, co było-ż do udowodnienia.

LXIV. Co słychać

Je­że­li ten list wier­szem pi­szę, to z przy­czy­ny 
Pro­za­icz­niej­szej niź­li pro­zą-ga­da­ni­ny – 
I czy­nię jak ów dok­tor, wol­ny od pu­sto­ty, 
Co wte­dy tyl­ko tań­czył, gdy miał brać na poty. 
– Wkrót­ce al­bo­wiem wszyst­ko Ludz­kość z-uży­tecz­ni, 
Lu­dzie będą, dla wpra­wy w gim­na­sty­kę, grzecz­ni: 
Jak kich­nie kto? bę­dzie to ha­słem dla są­sia­da, 
Że Bur­sa stoi sła­bo i że ren­ta spa­da – 
Jak po­pra­wi kra­wa­tę, pro­sty z tego wnio­sek, 
Że wie­le jest o ce­nach ba­weł­ny po­gło­sek. 
“Jak się masz?” – bę­dzie staw­ką, a “bądź zdrów” – wy­krę­tem, 
Pan­ny będą ra­cho­wać Fi­joł­ki z pro­cen­tem. 
Ar­bu­zy pój­dą w górę. Ka­pu­sta czer­wo­na 
Zbur­czy Różę sto­list­ną, że nio­ce­nio­na, 
I każe jej do Chwa­stów wdzię­czyć się za pło­tem; 
Nie­za­po­min­kę zmiesza z bło­tem, jak nic-po­tem! 
Z Sło­necz­ni­kiem, choć ten jest oso­bą sta­tecz­ną, 
Zaj­dzie w ulot­ną sprzecz­kę, ale nie­bez­piecz­ną, 
Któ­rą on znie­sie, pa­trząc w nie­bo jak astro­nom. 
Na Hi­ja­cyn­ty go­rzej wpad­nie niż eko­nom 
I nie wstrzy­ma jej ku­zyn Pa­ster­nak, ni Czo­snek, 
Sław­ny z roz­sąd­ku, bła­hych nie­przy­ja­ciel pio­snek – 
On, co jesz­cze na pusz­czy, z Ce­bu­lą do współ­ki, 
Le­d­wo że nie zbun­to­wał Moj­że­szo­we puł­ki, 
Pa­dząc, by lud w nim uznał rzecz nad wol­ność star­szą 
I wró­cił wiel­bić Czo­snek z amne­stią mo­nar­szą. 
– – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – 
Lecz Ogrod­nik cóż na to? – po­skro­bie się w gło­wę 
I uda, że nie sły­szy, bo ma w domu kro­wę.