(Ze zbioru Common Man, 1950)

Jeśli miałbym wygłosić tylko jedno kazanie, to byłoby to kazanie przeciwko Pysze. Im bardziej zwracam uwagę na życie, a zwłaszcza współczesne życie praktyczne i doświadczalne, tym bardziej jestem przekonany o realności dawnej tezy religijnej; że całe zło zaczęło się od jakiejś próby wywyższenia się; w pewnym momencie, kiedy to, jak możemy powiedzieć, sam nieboskłon pękł niczym lustro, ponieważ szyderstwo pojawiło się w Niebie.

Teraz, pierwszy odnotowany fakt o tym pojęciu jest dość ciekawy. Spośród wszystkich takich pojęć, jest to idea zazwyczaj najbardziej odrzucana w teorii i najbardziej powszechnie akceptowana w praktyce. Współcześni ludzie wyobrażają sobie, że takie pojęcie teologiczne jest od nich dość mocno oddalone; i, podane jako idea teologiczna, prawdopodobnie jest od nich odległe. Jednak, jako fakt rzeczywisty, jest ono zbyt blisko, aby mogli je rozpoznać. Jest ono tak zupełnie częścią ich umysłów, moralności i instynktów, mogę niemal powiedzieć – częścią ich ciał, że biorą je oni za pewnik i działają na jego podstawie zanim jeszcze o nim pomyślą. Jest to w rzeczywistości najbardziej popularne ze wszystkich pojęć moralnych; a jednak jest prawie całkowicie nieznane jako pojęcie moralne. Żadna prawda nie jest dziś równie nieznana jako prawda, ani równie dobrze znana jako fakt.

Poddajmy ten fakt drobiazgowej, ale nie przykrej próbie. Przypuśćmy, że czytelnik, lub (najlepiej) pisarz, uda się do pubu lub jakiegoś innego miejsca publicznego współżycia; publicznego metra, lub tramwaju, przy czym rzadko kiedy pozwala to na równie długie i filozoficzne stosunki, co stary pub. W każdym razie przypuśćmy, że znajdzie się miejsce, w którym zbiera się grono ludzi różnorodnego, lecz zwyczajnego typu; głównie biednych, bo większość jest biedna, niektórzy doświadczają umiarkowanych wygód, lub snobistycznie zwie się ich pospolitymi; taka przeciętna garstka ludzi. Przypuśćmy, że badacz, grzecznie podchodząc do tej grupki rozpocznie rozmowę na sposób gawędziarski i powie: “Teologowie są zdania, że ​​to jedna z wyższych inteligencji anielskich pragnąca stać się największym przedmiotem kultu, zamiast odnaleźć swoją naturalną radość w uwielbianiu, spowodowała przesunięcie opatrznościowego projektu i udaremniła pełną radość i ukończenie wszechświata”. Po wygłoszeniu tychże uwag, badacz zacznie patrzeć wokół na towarzystwo w sposób jasny i wyczekujący, w celu uzyskania potwierdzenia, jednocześnie zamawiając takie napoje, które można rytualnie dopasować do miejsca lub czasu, lub tylko oferując całemu towarzystwu papierosy lub cygara, by wzmocnić ich przed wysiłkiem. W każdym razie możemy przyznać, że grono to formułę w powyższej formie uzna za coś trudnego do zaakceptowania. Ich komentarze prawdopodobnie będą niespójne i oderwane; czy to przyjmując postać “Lorlumme” (pięknej myśli, w wymowie nieco niewyraźnej), czy nawet “Gorblimme” (obrazu posępniejszego, lecz na szczęście bardziej niejasnego), lub po prostu nienaruszonej formy “Garn”; oświadczenia zupełnie wolnego od doktrynalnego i wyznaniowego nauczania, zupełnie niczym nasze obowiązkowe kształcenie państwowe. Krótko mówiąc, ten, kto spróbuje przedstawić tę teorię jako teorię przeciętnemu gronu istot ludzkich, bez wątpienia odkryje, że wysławia się w obcym języku. Nawet jeśli przedstawi sprawę w uproszczonej formie, głosząc że Pycha jest najgorszym z Siedmiu Grzechów Głównych, wywoła jedynie niejasne i raczej nieprzychylne wrażenie, że oto wygłasza kazanie. Jednak on zaledwie naucza tego, co wszyscy inni praktykują; lub przynajmniej chcą, aby wszyscy to praktykowali.

Pozwólmy więc badaczowi naukowemu w dalszym ciągu pielęgnować cierpliwość nauki. Pozwólmy mu pozostać – w każdym razie pozwólmy pozostać mojej osobie – w miejscu dowolnych popularnych rozrywek, i uważnie notować (jeśli to konieczne w notatniku) sposób, w jaki zwykli ludzie naprawdę mówią o sobie nawzajem. Ponieważ jest on badaczem naukowym wyposażonym w notatnik, jest bardzo prawdopodobne, że nigdy wcześniej nie widział żadnych zwykłych ludzi. Jeśli jednak będzie uważnie słuchał, to zaobserwuje określony ton stosowany wobec przyjaciół, wrogów i znajomych; ton, który ogólnie rzecz biorąc, jest godny pochwały i taktowny, choć nie pozbawiony wyraźnych sympatii i antypatii. Usłyszy obfite, a niekiedy oszałamiające aluzje na temat dobrze znanych słabości Starego Jerzego; ale także wiele wymówek i pewną wspaniałomyślną dumę z przyznania, że ​​Stary Jerzy jest po pijanemu dżentelmenem, lub że konkretnie objechał policjanta. Jakiś sławny idiota, który zawsze wskazuje zwycięzców, co to nigdy nie wygrywają, będzie traktowany z niemal czułą kpiną; natomiast, szczególnie wśród najbiedniejszych, pojawi się tam prawdziwy patos chrześcijański w odniesieniu do tych, którzy “mają kłopoty” z powodu takich nawyków, jak włamania i drobne kradzieże. I gdy tak wszystkie te dziwne typy będą przyzywane jak duchy przez inkantacje plotek, badacz stopniowo zacznie wyrabiać sobie pogląd, że istnieje jeden rodzaj człowieka, prawdopodobnie tylko jeden rodzaj człowieka, a być może, tylko jeden człowiek, który jest naprawdę nielubiany. Głosy w mówieniu o nim nabierają zupełnie odmiennego tonu; jest tam stwardnienie i krzepnięcie dezaprobaty, a w powietrzu pojawia się nowy chłód. A będzie to tym bardziej ciekawe, że korzystając z współczesnych teorii działań społecznych lub antyspołecznych nie da się łatwo stwierdzić, dlaczego miałby być takim potworem; lub co dokładnie z nim jest nie tak. Zostanie to zasugerowane tylko w pojedynczych figurach stylistycznych, dotyczących dżentelmena, który jest błędnie przekonany, że posiada na własność ulicę; a czasami, że posiadł całą ziemię. Wtedy to jeden z krytyków społecznych powie: “Przychodzi tu taki i myśli, że jest samym Bogiem Wszechmogącym.” Wówczas to badacz zatrzaśnie swój notes i usunie się z otoczenia, być może uiści rachunek za jakiekolwiek napitki, które mógł spożyć w imię nauki społecznej. Posiadł bowiem to, czego chciał. Został intelektualnie usprawiedliwiony. Człowiek w pubie powtórzył dokładnie, słowo w słowo, teologiczną formułę o Szatanie.

Pycha to trucizna tak bardzo trująca, że zatruwa nie tylko cnoty; ale zatruwa nawet inne wady. To właśnie odczuwają ubodzy w publicznej gospodzie, gdy tolerują nałogowego pijaka lub doradcę w sprawach wyścigów lub nawet złodzieja, ale czują, że jest coś diabelnie nie w porządku z człowiekiem, który nosi tak bliskie podobieństwo do Boga Wszechmogącego. W rzeczywistości wszyscy wiemy, że grzech główny pychy wywiera ten osobliwie mrożący i twardniejący wpływ na inne grzechy. Mężczyzna może być bardzo podatny, a w sprawach seksualnych raczej swobodny; może marnować się w przemijalnych i niegodnych namiętnościach, ze szkodą dla własnej duszy; a jednak zawsze zachowa coś, co sprawia, że ​​przyjaźń z osobnikami jego własnej płci jest przynajmniej możliwa, a może nawet wierna i satysfakcjonująca. Ale raz pozwól takiemu mężczyźnie potraktować swą własną słabość jak siłę, a otrzymasz kogoś zupełnie innego. Otrzymasz Zabójcę-Dam, najbardziej bestialskiego ze wszystkich możliwych drani; człowieka, którego osobnicy jego własnej płci traktują niemal zawsze zdrowym instynktem wzgardy i nienawiści. Człowiek może być naturalnie leniwy i raczej nieodpowiedzialny; może zaniedbać wiele obowiązków przez niedbalstwo, a jego przyjaciele wciąż mogą go rozumieć, tak długo, jak długo naprawdę mamy do czynienia z  beztroskim niedbalstwem. Ale to wszyscy diabli, gdy staje się ono starannym niedbalstwem. To wszyscy diabli, gdy staje się on świadomym i wyrachowanym przedstawicielem bohemy, wypranym z zasad, żerującym na społeczeństwie w imię własnego geniuszu (a raczej w imię własnego przekonania o własnym geniuszu) nakładającym podatki na świat niczym król, pod pretekstem tego, że jest poetą, i gardzącym ludźmi lepszymi od siebie, którzy pracują po to, by on mógł marnotrawić. Nie jest żadną metaforą powiedzieć, że to wszyscy diabli. Dzięki tej samej pięknej, pradawnej i autentycznej formule religijnej możemy powiedzieć, że to wszystko od diabła pochodzi. Moglibyśmy zbadać dowolną ilość typów społecznych ilustrujących tę samą prawdę duchową. Łatwo można by wskazać, że nawet skąpiec, który jest na wpół zawstydzony swoim szaleństwem, jest bardziej ludzki i sympatyczny niż milioner, który przechwala się i szczyci własną chciwością, nazywając ją zdrowiem, prostotą i ciężkim życiem. Łatwo byłoby wskazać, że nawet tchórzostwo, jako zwykłe załamanie nerwów, jest lepsze niż tchórzostwo rozumiane jako ideał i teoria intelektu; i że osoba naprawdę obdarzona wyobraźnią będzie miała więcej współczucia wobec ludzi, którzy jak bydło ustępują temu, o czym wiedzą, że jest paniką, niż wobec pewnego szczególnego typu pedanta, który głosi coś, co nazywa pokojem. Ludzie nienawidzą pedanterii, bo jest to najbardziej oschła forma pychy.

Tak więc w całym tym stanowisku jest paradoks. Duchowa idea zła płynącego z pychy, a szczególnie z pychy duchowej, została odrzucona jako część mistycyzmu, którego współczesna moralność nie potrzebuje, gdyż ma ona mieć wyłącznie charakter społeczny i praktyczny. Natomiast ujęta jako fakt jest szczególnie potrzebna dlatego, że moralność ma charakter społeczny i praktyczny. Przy założeniu, że nie należy nam się troszczyć o nic innego, jak tylko uszczęśliwianie innych ludzi, jest to z pewnością rzecz, która sprawi, że będą nieszczęśliwi. Praktyczny zarzut przeciwko pysze, jako zwykłemu źródłu społecznego dyskomfortu i niezgody, jest, o ile to możliwe, jeszcze bardziej oczywisty, niż bardziej mistyczny zarzut przeciwko pysze, jako ustawieniu własnego ja w kontrze do duszy świata. I mimo, że oglądamy tę rzecz z każdej strony w życiu współczesnym, to bardzo mało słyszymy o niej we współczesnej literaturze i teorii etycznej. Tak naprawdę, znaczna część współczesnej literatury i etyki może być przeznaczona specjalnie do zachęty do duchowej pychy. Mrowie skrybów i mędrców pracowicie rozpisuje się o znaczeniu kultury własnego ja i samo-realizacji; o tym, jak każde dziecko powinno się nauczyć rozwijać własną osobowość (cokolwiek to może być); o tym, jak każdy człowiek musi poświęcić się osiągnięciu sukcesu, a każdy człowiek sukcesu musi poświęcić się rozwijaniu magnetycznej i zniewalającej osobowości; o tym, jak każdy człowiek może stać się nadczłowiekiem (biorąc Nasz Kurs Korespondencyjny) lub, korzystając z bardziej wyrafinowanego i artystycznego rodzaju fikcji, o tym, jak jeden specjalnie lepszy nadczłowiek może nauczyć się patrzeć z góry na zwykły tłum zwykłych nadludzi, którzy składają się na populację tego osobliwego świata. Współczesna teoria, jako całość, jest raczej zachętą do egoizmu. Jednak nie musimy się tym przejmować. Współczesna praktyka, zupełnie jak starodawna praktyka, wciąż do niego serdecznie zniechęca. Człowiek o silnej magnetycznej osobowości nadal pozostaje człowiekiem, którego najlepsi znajomi pragną jak najgoręcej wyrzucić z klubu. Człowiek znajdujący się w bardzo ostrym stadium samorealizacji jest równie nieprzyjemnym obiektem w klubie, co w pubie. Nawet najbardziej oświecony i naukowy klub potrafi nadczłowieka przejrzeć na wylot; i zauważyć, że stał się nudziarzem. To właśnie w praktyce załamuje się filozofia pychy; w teście moralnych instynktów człowieka, gdzie dwóch albo trzech gromadzi się razem; i to zwykłe doświadczenie współczesnej ludzkości jest odpowiedzią na współczesną herezję.

Jest rzeczywiście jeszcze inne doświadczenie praktyczne, znane nam wszystkim, jeszcze ostrzejsze i bardziej jaskrawe, niż niepopularność łobuza czy nadętego durnia. Wszyscy wiemy, że istnieje coś takiego jak egoizm, który sięga znacznie głębiej niż egotyzm. Ze wszystkich chorób duchowych ta jest najbardziej nieuchwytna i najbardziej nieznośna. Mówi się, że jest sprzymierzony z histerią; czasem wygląda jakby był sprzymierzony z diabelskim opętaniem. Jest to stan, którego ofiara podejmuje się tysiąca różnych rzeczy powodowana niezmiennym motywem trawiącej ją próżności; dąsa się lub uśmiecha, oczernia lub wychwala, konspiruje i knuje lub siedzi nieruchomo i nic nie robi, wszystko w ramach jednej, bezsennej czujności nad efektem społecznym wywieranym przez pojedynczą osobę. Zdumiewa mnie, że we współczesnym świecie, który bezustannie papla o psychologii i socjologii, o tyranii, którą grożą nam nieliczne niepełnosprawne umysłowo niemowlęta, o zatruciu alkoholowym i leczeniu neurotyków, o mniej więcej połowie setki rzeczy, które krążą wokół tematu ale nigdy nie trafiają w sedno — to zdumiewające, że ci współcześni ludzie naprawdę mają tak mało do powiedzenia o przyczynach i lekarstwie na tę moralną przypadłość, która zatruwa niemal każdą rodzinę i każdy krąg przyjaciół. Ze świecą szukać psychologa praktycznego, który miałby na ten temat coś do powiedzenia, choćby w połowie  tak pouczającego, jak literalna dokładność dawnej maksymy księdza; że pycha pochodzi z piekła. Jest bowiem coś strasznie żywego i przerażająco stałego, odnośnie tego szaleństwa w najgorszym wydaniu, co sprawia, że ​​to krótkie i przestarzałe słowo wydaje się o wiele bardziej trafne niż jakikolwiek inne. Potem zaś, jak powiadam, uczeni idą błąkać się w dyskursach o napojach i tytoniu, o niegodziwości kieliszków do wina lub nieprawdopodobnym charakterze pubów. Najbardziej nikczemnych działań na tym świecie nie symbolizuje kieliszek do wina ale lusterko; i nie mają one miejsca w pubach; ale w najbardziej prywatnym spośród wszystkich prywatnych domów, którym jest dom luster.

To zdanie prawdopodobnie zostałoby źle zrozumiane; ale powinienem rozpocząć moje kazanie, mówiąc ludziom, żeby się nie cieszyli z siebie. Powinienem im powiedzieć, by cieszyli się z teatrów i przejażdżek i szampana i ostryg; by cieszyli się jazzem, koktajlami i nocnymi klubami, jeśli nie mogą cieszyć się niczym lepszym; by cieszyli się z bigamii i włamań oraz wszelkich przestępstw na wokandzie, w zestawieniu z tą inną alternatywą; ale by nigdy nie nauczyli się cieszyć z samych siebie. Ludzie są szczęśliwi tak długo, jak długo zachowują zdolność przyswajania, a także zdolność reagowania zdziwieniem i wdzięcznością wobec czegoś z zewnątrz. Tak długo, jak ją posiadają, co zawsze deklarowały największe umysły, to posiadają coś, co jest obecne w dzieciństwie i co wciąż może chronić i wzmacniać wiek dojrzały. W chwili, w której własne ja wewnątrz człowieka jest świadomie odczuwana jako coś przewyższającego wszelkie dary, które można mu przynieść, lub dowolne z przygód, którymi mogłoby się cieszyć, pojawia się pewnego rodzaju zżerająca ja wybredność i rozczarowanie z góry, co jest realizacją wszystkich tartarskich wzorców pragnienia i rozpaczy.

W dowolnej debacie tego typu można, oczywiście, łatwo wskazać trudności, w przypadku używania słów w innych znaczeniach; a czasami w znaczeniach zupełnie odwrotnych. Na przykład, gdy mówimy o kimś, że jest “dumny z” czegoś, jak o mężczyźnie dumnym ze swej żony, lub o ludzie dumnym ze swych bohaterów, tak naprawdę mamy na myśli coś, co jest zupełnym przeciwieństwem pychy. Oznacza to bowiem, że człowiek ów myśli, iż coś poza nim samym jest potrzebne do tego, aby przynieść mu wielką chwałę; a chwałę tę naprawdę uznaje za dar. W ten sam sposób, słowo to na pewno okaże się mylące, jeśli powiem, że najgorszy i najbardziej przygnębiający składnik spośród mieszaniny składników teraźniejszości i najbliższej przyszłości, wydaje mi się być składnikiem o postaci zuchwalstwa. Bo przecież istnieje pewien rodzaj bezczelności,  który wszyscy uznajemy za zabawny lub orzeźwiający; jak w przypadku bezczelności chłopca spędzającego dużo czasu na ulicy. Ale okoliczności znów rozbrajają rzecz z jej prawdziwego zła. Właściwość powszechnie nazywana “tupetem” nie jest zapewnieniem o wyższości; lecz raczej odważną próbą zrównoważenia niższości. Gdy podchodzisz do bardzo bogatego i potężnego szlachcica i żartobliwie przechylasz mu kapelusz na oczy (jak to jest w twoim zwyczaju) to nie sugerujesz, że ty sam jesteś ponad wszystkie ludzkie wygłupy, lecz raczej, że jesteś do nich zdolny, i że on również powinien mieć szersze i bogatsze doświadczenia z nimi związane. Gdy, na swój figlarny sposób, kopiesz królewskiego księcia w kamizelce, to nie traktujesz siebie zbyt poważnie, lecz, być może, zaledwie nie traktujesz go aż tak poważnie, jak to zwykle uważa się za właściwe. Ten rodzaj bezczelności może być podatny na krytykę, gdyż z pewnością wiąże się z niebezpieczeństwami. Istnieje jednak pewien rodzaj twardej intelektualnej bezczelności, która rzeczywiście ma się za niedotykalną przez ripostę czy osąd; i jest pewne grono wśród nowych pokoleń i ruchów społecznych, które popadło w tę fundamentalną słabość. Jest to słabość; gdyż po prostu ustanawia stałą wiarę w to, w co nawet próżni i głupi wierzą tylko dorywczo, ale w co wszyscy ludzie chcą wierzyć i często są na tyle słabi, aby w to wierzyć; że oni sami stanowią najwyższy standard rzeczy. Pycha polega na tym, że człowiek czyni ze swojej osobowości jedyny test, zamiast uczynić takim testem prawdę. Zgodnie z rzeczywistym testem nie jest przejawem pychy to, że ​​chce się wykonywać dobrą robotę, czy nawet dobrze wyglądać. Pychą jest myśleć, że coś wygląda źle, ponieważ nie wygląda jak coś charakterystycznego dla nas samych. Teraz, w ogólnym zaciemnieniu jasnych i abstrakcyjnych standardów, pojawia się dziś realna tendencja, by młody mężczyzna (a nawet młoda kobieta) uciekali się do tego osobistego testu, po prostu z braku wiarygodnego testu nieosobistego. Gdy żaden standard nie jest dostatecznie bezpieczny, by formować własne ja by do niego pasowało, wszystkie standardy mogą zostać tak uformowane, aby pasowały do własnego ja. Jednak własne ja jako własne ja jest rzeczą bardzo małą i podobnie bardzo przypadkową. Stąd to rodzi się nowy rodzaj ciasnoty; występującej szczególnie u tych, którzy chwalą się szerokością horyzontów. Sceptyk czuje, że jest zbyt wielki by mierzyć życie według największych rzeczy; i kończy mierząc je według rzeczy najmniejszej ze wszystkich. Powstaje także rodzaj podświadomego skostnienia; które uodparnia umysł nie tylko przeciwko tradycjom przeszłości, ale też niespodziankom przyszłości. Nil admirari staje się mottem wszystkich nihilistów; i kończy się, w najbardziej zupełnym i dokładnym sensie, w niczym.

Jeśli miałbym wygłosić tylko jedno kazanie, z pewnością nie mógłbym zakończyć go honorowo, nie zaświadczywszy uprzednio o tym, co w mojej wiedzy jest solą i konserwantem tych wszystkich rzeczy. Jest to jedna z tysiąca rzeczy, odnośnie których, jak odkryłem, to Kościół katolicki ma rację, kiedy cały świat nieustannie się myli; i bez jego świadectwa, sądzę, że ta, jednocześnie zdroworozsądkowa i subtelna tajemnica, zostałaby niemal całkowicie zapomniana między ludźmi. Wiem, że przynajmniej ja sam prawie nie słyszałem o pozytywnej pokorze, dopóki nie znalazłem się w zasięgu wpływów katolickich; i nawet rzeczy, które kocham najbardziej, takie jak wolność i wyspiarska poezja Anglii, w tej sprawie zgubiły drogę i znalazły się w mgle samooszustwa. Istotnie, nie ma lepszego przykładu definicji pychy niż definicja patriotyzmu. Jest to najszlachetniejsze ze wszystkich uczuć naturalnych, dokładnie tak długo, jak polega na mówieniu: “Obym był godny Anglii”.  Jest to początek jednej z najbardziej zaślepionych form faryzeizmu, gdy patriota z zadowoleniem mówi: “Jestem Anglikiem”. I nie mogę uznać za przypadek tego, że w krajach o tradycji katolickiej, takich jak Francja, Polska i Irlandia, patriota na ogół postrzegał flagę jako płomień wizji, większej i lepszej niż on sam; a twardniał w tej herezji podziwiania wyłącznie własnej rasy i kości, i dziedziczonego typu, z samym sobą jako jego cząstką, w miejscach najbardziej oddalonych od tej religii, czy to w Berlinie, czy w Belfaście. Krótko mówiąc, jeśli miałbym wygłosić tylko jedno kazanie, to ono bardzo zdenerwowałoby kongregację, kierując ich uwagę na stałe wyzwanie Kościoła. Jeśli miałbym wygłosić tylko jedno kazanie, powinienem mieć szczególną pewność, że nie powinienem zostać poproszony o wygłoszenie kolejnego.

Tłm. Paweł Kaliniecki