Peter Maurin (1877-1949) – francusko-amerykański teolog, działacz społeczny, jeden ze współtwórców Katolickiego Ruchu Robotniczego, mentor i przyjaciel Dorothy Day.  Miłośnik Chestertona.  Pisał w sposób charakterystyczny, prosty, a zamierzona prostota stylu zapewniła jego artykułom miano “Easy Essays” – “łatwych esejów”. Politycznie definiował się zazwyczaj jako “katolicki anarchista”. Obydwa artykuły zostały wpierw opublikowane w czasopiśmie Catholic Worker, które współ-założył, a mam je – jak napisałem – z książki Radykalizm katolicki (1949), która gotuje si ę na wolnym ogniu. Pozdrawiam – tłumacz.

Odpalić dynamit

Pisząc o Kościele Katolickim pewien autor radykalny stwierdza: “Rzym będzie musiał zrobić coś więcej, niż tylko grac na przeczekanie; będzie musiał sięgnąć w końcu po trochę dynamitu, który ma w piwnicach, a który nazywa się Ewangelia”. Odpalić dynamit Ewangelii – to jedyny sposób dynamizacji katolickiego przesłania. Jeśli Kościół nie gra obecnie roli dominującej siły społecznej, to tylko dlatego, że katoliccy uczeni nie zrobili użytku z katolickiego dynamitu. Katoliccy uczeni wzięli katolicki dynamit, zawinęli w papierek aksamitnych frazesów, włożyli w hermetyczne pudło i siedli na nim. Najwyższy czas wysadzić to pudło w powietrze, tak by Kościół znów stał się dominującą, dynamiczną siłą życia społecznego.

O marksizmie

Być marksistą

Przed śmiercią Karol Marks miał powiedzieć jednemu ze swych przyjaciół: “Żyję dość długo, by móc stwierdzić z pełną odpowiedzialnością – nie jestem marksistą”. Być marksistą, według logiki “Das Kapital”, oznacza bowiem siedzieć spokojnie i czekać aż kapitalizm spełni swą misję dziejową. Być marksistą (według “Das Kapital”) to mieć niewzruszoną ufność w siły materialne – siły, zapewniają nas materialiści, tak ogromne, że millenium socjalistyczne musi nadejść, czy to się człowiekowi podoba czy nie. Być marksistą, zatem, marksistą z “Das Kapital”, znaczy pozwolić rewolucji ekonomicznej toczyć się swoim torem i nie przyśpieszać naturalnego biegu wypadków.

Co zrozumiał Karol Marks

Karol Marks szybko zrozumiał, że jego własna analiza społeczeństwa burżuazyjnego nie może stać się inspiracją dynamicznego ruchu rewolucyjnego. Że komunizm, dynamiczny i zorganizowany, potrzebuje jasnego i dobitnego manifestu. Szybko zrozumiał, podobnie jak Lenin, że nie ma rewolucji bez akcji rewolucyjnej, że nie ma akcji rewolucyjnej bez ruchu rewolucyjnego, że nie ma ruchu rewolucyjnego bez awangardy rewolucji, a awangardy rewolucji bez teorii rewolucji.

Manifest komunistyczny

Zdawszy sobie sprawę z faktu, że ruch komunistyczny potrzebuje manifestu, Karol Marks takowy napisał. Nie posłużył się jednak w nim wynikami własnych analiz. Definicję kapitalizmu zapożyczył od Proudhona, podobnie jak jego utopijne cele i utopijną krytykę społeczną zawartą w jego pismach, i zdecydował oprzeć się na pojęciu walki klas, to znaczy czysto materialistycznej wizji zmian społecznych. Jak niektórzy mówią, że potrzebujemy jednej porządnej wojny, która skończy wszystkie wojny, tak Marks twierdził, że bezkonfliktowe społeczeństwo bezklasowe będzie owocem powszechnego konfliktu klas.

Ku Akcji Katolickiej

My, katolicy, dysponujemy lepszymi narzędziami krytyki społecznej niż analizy Victora Considerata, z których korzystał Marks. Nasza krytyka jest krytyką Tomasza Morusa, błogosławionego Kościoła. Mamy lepszą koncepcję komunizmu niż Proudhon. Nasz komunizm jest komunizmem św. Tomasza z Akwinu, komunizmem dobra wspólnego. Mamy również lepsze środki działania niż te, które proponuje Marks. Naszym środkiem realizacji dobra wspólnego jest Akcja Katolicka. Akcja Katolicka to akcja katolików dla katolików i nie-katolików. Nie chcemy kontroli nad życiem politycznym i ekonomicznym kraju. Chcemy przebudowy porządku społecznego na drodze Akcji Katolickiej i za pośrednictwem katolickich instytucji.

Głos biskupów

Niedługo po wojnie biskupi amerykańscy opracowali Program Rekonstrukcji Społecznej w znacznej mierze oparty na pojęciu powszechnej kooperacji. Nie udało się go jednak zrealizować na powszechny brak chęci do kooperacji. Katolików świeckich bardziej pociągał gospodarczy leseferyzm. Tak więc wybrali “powrót do normalności” z Hardingiem; chcieli, by było im “cool” z Coolidge’em; i różowo z Rooseveltem. [Wszyscy trzej to prezydenci Stanów Zjednoczonych urzędujący po I WŚ; dwóch pierwszych popierało leseferyzm, Roosevelt — “Nowy ład”, politykę keynsowską; Maurinowi chodzi o to, że żaden nawet w odległy sposób nie przypominał w poglądach polityka katolickiego – tłumacz.] Katolików świeckich bardziej interesuje akcja polityczna niż Akcja Katolicka. Chętniej słuchają oni polityków, niż biskupów.

Odbudowa porządku społecznego

Ojciec święty i biskupi wzywają nas do odnowy społecznej. W przeszłości społeczeństwa Zachodu powstawały dzięki dynamicznej Akcji Katolickiej. Po inwazji barbarzyńców na Cesarstwo Rzymskie, irlandzcy misjonarze przemierzali całą Europę, kładąc podwaliny społeczeństw średniowiecza. Ustanawiając centra debaty i wymiany poglądów (typu “okrągły stół”, jak byśmy dzisiaj powiedzieli) nauczyli ludzi myśleć, zakładając domy gościnne nauczyli ich miłosierdzia. Zakładając kolonie rolnicze (“uniwersytety agrarne”), pokazali światu wartość dobrowolnego ubóstwa. A więc dobrowolne ubóstwo i miłosierdzie – oto narzędzia, przy pomocy których misjonarze zbudowali cywilizację.

Tłm. Maciej Wąs