Arthur J. Penty

Odrodzenie ustroju cechowego

Fragmenty.

W tym punkcie dochodzimy do wielkiego błędu doktryny kolektywistycznej – mianowicie: założenia, że polityka rządu powinna skupiać się wyłącznie na obronie i realizacji interesów człowieka w jego funkcji konsumenta – zabobonu, który trwa w naszym społeczeństwie od czasów Szkoły Manchesterskiej; jako iż ledwie krótki namysł wystarczy, aby przekonać się, że w systemie prawdziwie społecznym zadaniem rządu nie może być uwielbienie czy to producenta, czy konsumenta, ale utrzymywanie między nimi równowagi sił.

Polityka uwielbienia konsumenta kosztem producenta byłaby zupełnie rozsądna, gdyby zło czasu obecnego brało się z tyranii produkcji. Ale czy tak jest? Prawda, że beznadziejna kondycja obecnego handlu w znaczniej mierze zdaje konsumenta na łaskę i niełaskę pozbawionych skrupułów producentów. Przyczyna tego wszakże, leży nie w tym, że producenci z natury cechują się nieodpartą skłonnością do nieuczciwych metod działania, ale dokładnie w tyranii konsumenckiej, która sprawia, że większość producentów zmuszona jest uciekać się do nieuczciwości w geście samoobrony. Bez wątpienia, wszystkie nadużycia handlowe z początku rzeczywiście stanowiły dzieło indywidualnych producentów. Ich rozrost stał się jednak możliwy po pierwsze dlatego, że bez specjalnych przywilejów bardziej honorowi producenci zwyczajnie nie mają siły, by je ukrócić, po drugie zaś: ponieważ konsumenci są w stosunku do uczciwych wytwórców tak kompletnie nielojalni, i tak bardzo lubią wierzyć, że rzecz wartą sześć pensów naprawdę można kupić za trzy, że z pełnym rozmysłem powierzają się w ręce wytwórców gorszego sortu. W każdej dziedzinie życia człowiekiem sukcesu staje się ten, kto potrafi wmówić ogółowi, że można mieć coś za nic i – ogólnie mówiąc – jeżeli konsumenci naprawdę są oszukiwani, to dlatego, że na to zwyczajnie zasługują. Prawdziwość tego stwierdzenia potwierdzą wszyscy, którzy – w jakiejkolwiek dziedzinie wytwórczości – próbowali podnieść standardy. W każdym wypadku, to właśnie tyrania konsumencka stawała im na drodze. Każdy, kto prześledził – na przykład – dzieje ruchu Sztuki i Rzemiosła i zauważył, jak wielkie starania podjęli jego członkowie na rzecz podniesienia jakości angielskich produktów, nie może nie uznać, że to ona jest źródłem problemu. Gdyby ogół był zdolny choćby do jednej dziesiątej tego wysiłku, na jaki zdobyły się wtedy w jego imieniu tylko jednostki, być może dawno już zdołalibyśmy wydostać się z industrialnego bagna.

[…]

Uświadamianie ogółu, że osobiste poświęcenie to konieczny warunek ocalenia tak jednostki, jak państwa, to konieczność szczególnie paląca – bo reformiści przestali o niej mówić. A jednak, poświęcenie pozostaje przecież, jak zawsze, naczelnym prawem życia. Dla osiągnięcia dóbr wyższych, należy poświęcać dobra niższe. Stąd dokładnie tak jak wyższe przyjemności osobistego zbawienia osiągnąć można wyłącznie na drodze poświęcenia przyjemności niższych, tak też dobrobyt państwowy wymaga od jednostek poświęcenia prywatnych korzyści dla dobra wspólnego – tego, by istotnie żyły one według ducha słynnych posłów spartańskich, którzy – zapytani czy przychodzą z poruczenia państwowego, czy z własnych chęci – odparli: „Sukces nasz dla państwa, porażka zaś – dla nas”. Jakiż to kontrast z duchem naszego czasu – duchem, który działa w tak wielu ludziach o umyśle pobożnym i postępowym, i który nakazuje im kiedy to tylko możliwe przerzucać odpowiedzialność osobistą na barki państwa. To nie dzięki nim, ale dzięki tym wszystkim, którzy potrafią uznać własne obowiązki i podjąć konieczne wyrzeczenia, reforma stanie się faktem. Oparcie się pokusom systemu rynkowego oznacza w dzisiejszych czasach oparcie się podszeptom diabelskim, w najprostszym i najbardziej oczywistym sensie tego słowa, ponieważ dopóki człowiekowi nie uda się tego dokonać w sposób ostateczny, nie będzie zdolny do żadnej realnie wartościowej pracy ze względu na brak jasności umysłu. Można czytać i rozmyślać ile dusza zapragnie, ale bez odwagi niezbędnej do poddania idei próbie czynu, nie nabędzie się żadnej istotnej wiedzy. Myśl będzie pozbawiona ścisłości. Jedynie żyjąc jakąś ideą można ją przystosować do otaczających nas warunków życia. Jak powiedziano już dawno: „Jeśli oko twoje będzie zdrowe, całe twoje ciało będzie w świetle”.

Tak przedstawia się, w zarysie ogólnym, zmiana konieczna dla duchowej regeneracji społeczeństwa. Bez niej społeczne siły konstruktywne nie zdołają niczego zdziałać. Jak powiedział Carlyle: „Jeśli naród ma wiele mądrości, zachowa ją wiernie; bo mądrzy kochają mądrość i będą jej szukać, swego życia i zbawienia. Jeśli jednak ma jej tylko niewiele, nawet tego nie uda się mu zachować, lecz podepczą ją nogi pospólstwa i zostanie zniszczona niemalże do szczętu”. Z tego samego powodu, dopóki nie uda nam się zasiać w narodzie angielskim ziaren prawdziwej mądrości, ruch związków zawodowych, który uważamy za centrum nowego porządku, wciąż będzie atakowany ze zbyt wielu kierunków, aby mógł zacząć działać dla ocalenia społecznego, odrodzenie sztuki i rękodzieła zaś, od którego zależy – przynajmniej w pewnym sensie – obalenie systemu rynkowego, pozostaną jak teraz bezsilne wobec ograniczeń, tragicznie zawężających jego pole wpływu. Należy podkreślać z całą mocą, że reformy nie uda się przeprowadzić bez dobrej woli i współpracy ze strony ogółu. Doświadczenia ruchu Sztuki i Rzemiosła udowodniły niezbicie, że o ile ogół nie udzieli inicjatywie zorganizowanego wsparcia i nie będzie gotów do udziału w koniecznych poświęceniach, wysiłki wąskiej grupy profesjonalistów na nic się nie zdadzą.

A jednak, choćbyśmy nie wiem jak się starali, prędzej czy później zderzymy się z problemem degeneracji duchowej społeczeństwa. Tak długo, jak długo ludzie będą trzymać się swojej obecnej życiowej ekstrawagancji, ich wydatki z konieczności będą większe niż ich przychody, w konsekwencji czego zawsze ostatecznie pogodzą się z życiem w otoczeniu tandety i fałszywek. Życie współczesne do dokładny duplikat sztuki współczesnej. Jest fundamentalnie nieszczere, brakuje mu miary, panuje w nim kult kłamstwa. Jak pisał Carlyle: „porzuciliśmy kult Wieczności i Prawdy, a na jego miejsce wprowadziliśmy kult spraw tymczasowych, rzeczy połowicznie lub zupełnie kłamliwych”. Im głębiej badamy dekadencję współczesnej sztuki, tym wyraźniej przekonujemy się, że każdy jej aspekt – więcej!: każda linijka – zachowuje jakiś związek z duchem narodu. To sztuka ludu, który gotów jest posunąć się do najpodlejszych oszustw, byle tylko zarobić pieniądze. Sztuka nigdy jeszcze nie oddawała równie wiernie życia narodowego.

Według starych pojęć, sztuka, religia, idee, uczciwość w pracy, dążenie do doskonałości, stanowiły w życiu rzeczy naprawdę ważne, podczas gdy biznes i zarobek – rzeczy podrzędne, relatywnie nieistotne, bo w dawnych czasach kochano prawdę i brzydzono się fałszem. I pojęcia te, jak uważamy, są prawdziwe. Jeżeli społeczeństwa nie rozpozna prawdziwych wartości i nie pozostanie im wierne, nie może zachować zdrowia. To nie niezależne od nas przyczyny ekonomiczne dały początek obecnym problemom społecznym, ale upadek duchowy, biorący się z tyranii życiowej biznesu i dochodów.

Oto wybór, przed którym stoimy. Czy zadowolimy się życiem narodu Filistynów, nieczułych na poezję, religię, idee, sztukę, uwielbiających wulgarny sukces, marnujących swe cenne talenta w plugawych, spekulacyjnych interesach, wyrzekających się spokoju w imię luksusów, marnotrawstwa i gorączek podniety? Jeśli tak, to nadal będziemy tarzać się w odpadkach systemu rynkowego, pozbawieni jakiejkolwiek możliwości rozwiązania naszych problemów, nawet gdyby domagał się go jednym głosem cały naród. Jeśli jako jednostki nie będziemy gotowi żyć i poświęcać się w imię prawdy, społeczeństwo pozostanie takie, jakie jest teraz: na łasce i niełasce spekulantów, wyzyskiwaczy, hochsztaplerów, szalbierzy i finansowych awanturników. Nie ma bowiem innego lekarstwa. Sprawą ważniejszą dla narodu od gromadzenia bogactw doczesnych jest bogactwo życia duchowego. Taką naukę trzeba nam wyciągnąć z obecnych problemów społecznych; dopóki to się nie stanie, nigdy nie wyzwolimy się z obłoków ciemności, w których jesteśmy uwięzieni.

 

Tłm. Maciej Wąs

 

Całość dostępna w Bibliotece – zapraszamy do pobierania!