Arthur J. Penty,

Post-industrializm

(1922)

 

Słowo od tłumacza

Tak też, po długiej i rwanej pracy, oddajemy do rąk czytelników drugie dzieło Artura Pentyego (1875-1937), angielskiego architekta, pisarza, publicysty i myśliciela politycznego, człowieka, który w swoim czasie znaczył naprawdę sporo, inspirował, porywał, przecierał nowe szlaki, i wywierał wpływ nawet na tych, z którymi się nie zgadzał (na przykład ruch tzw. guild socialism), a dziś pozostaje kompletnie zapomniany; i pewien jestem, że po lekturze tego dzieła ten stan rzeczy stanie się dla czytelnika czymś jeszcze bardziej tajemniczym. W porównaniu do wydanego już przez Chesterton Polska dzieła Odrodzenie ustroju cechowego (1906), które – choć w swoim gatunku znakomite – stanowiło publikację raczej skrótową, popularyzatorską, eksperymentalną niemal, Post-industrializm, pisany przecież szesnaście lat później i po straszliwych doświadczeniach pierwszej wojny światowej, stanowi dzieło prawdziwie dojrzałe, przemyślane, solidne i zwarte niemal jak średniowieczna katedra (czytelnik wybaczy tę metaforę, ale skoro rozmawiamy o architekcie, wydaje się nawet do sensu), a jednocześnie jak średniowieczna katedra pełne jest świeżości, inicjatywy i twórczej odwagi, które zapewnia mu status prawdopodobnie najlepszego i najbardziej systematycznego ze wszystkich dzieł Pentyego; i istotnie, nieprzypadkowo to właśnie je Wacław Borowy traktował jako „kwintesencjalny” wyraz poglądów tego pisarza.

Jakie to poglądy, oczywiście nie powiem; jak napisał Gilbert Keith Chesterton: pozwólmy dziełu mówić za siebie. Ja z reguły z Chestertonem nie polemizuję, więc nie będę i w tym wypadku. Na teraz, pięć słów zatem dosłownie na temat tego, dlaczego Post-industrializm w ogóle warto przeczytać.

Po pierwsze: bo jest to dzieło otwarcie dystrybucjonistyczne; Penty pisał je po latach kontaktów ze środowiskiem Belloca i Chestertona, i to bardzo widać; nie jest to już, jak w wypadku Odrodzenia…  ledwie zbieżność” przypadkowa” (nie umiem tego nazwać inaczej), ale już w pełni przemyślana i zamierzona. I choć Penty w jednym rozdziale dystansuje się nieco od tej perspektywy, uważny czytelnik niechybnie zwróci uwagę, że chodzi tutaj wyłącznie o bardzo ogólne, prymitywne wręcz rozumienie dystrybucjonizmu jako systemu opartego wyłącznie na drobnej własności prywatnej; natomiast, rzecz jasna, myśl dystrybucjonistyczna to nie tylko to – bo przecież system społeczny oparty na własności może realizować się w bardzo różnych formach („nie proponujemy ideału – proponujemy proporcję”), i omówienie ich również wchodzi w zakres refleksji, która nas tutaj interesuje. W wypadku Pentyego, forma realizacji programu dystrybucjonistycznego jest jasna: chodzi o system cechowy, któremu książka jest poświęcona właściwie w całości, bo istotnie – idea ta stanowiła spiritus movens całego życia tego wielkiego (nie waham się powiedzieć) myśliciela, od początku jego dojrzałości intelektualnej aż do końca ziemskiej drogi, którą przyszło mu przebyć.

Po drugie: bo, co już implicite zawiera się w pierwszym, jest to książka jak na dzieło dystrybucjonistyczne wybitnie praktyczna. Penty operuje nie tylko na płaszczyźnie historycznej i stricte ideowej, ale przechodzi do próby sformułowania przynajmniej bardzo ogólnego programu akcji społecznej, i czyni to, moim zdaniem, bardzo udanie, choć niewątpliwie czytelnik współczesny będzie miał problem z przestawieniem się na odpowiednie tory myślenia, bo propozycje te wydadzą mu się w pierwszej chwili – bardzo, bardzo prawdopodobnie – po prostu absurdem. Jeśli wszakże zachowa otwartość umysłu szybko przekona się, że Penty nie był w ciemię bity i naprawdę pewne rzeczy przemyślał; znacznie lepiej, niż większość z nas. I na pewno, choć z perspektywy konkretnych warunków patrząc, jego program jest dzisiaj nie do zrealizowania (i naprawdę warto zapytać samego siebie czemu), to jednak na pewno jest on do zrealizowania teoretycznie; nie ma w nim żadnej sprzeczności, krzty utopii, krzty przesadnego aprioryzmu, w który tak często popadają myśliciele społeczni. Państwo dystrybucjonistyczne, jakiego obraz kreśli przed nami autor tej książki, to projekt realny, który do dzisiaj, mimo zmiany warunków może realnie inspirować (co nie oznacza bynajmniej przyjmowania wszystkiego na ślepo i bezkrytycznie), i walnie wspomóc refleksję dystrybucjonistyczną w Polsce – jak mam nadzieję (której ciemności spowijają mnie szczelnie) kiełkującą już u nas, i coraz żywszą. Penty nie był geniuszem na miarę Chestertona, ani „lodołamaczem” na miarę Belloca, był za to na pewno najbardziej systematycznym myślicielem i pisarzem z całej trójki – i biorąc pod uwagę różne losy tej pięknej tradycji intelektualnej, należy to odpowiednio uznać i docenić.

(Warto dodać, na odchodnym, że Chesterton – choć wypowiadał się o Post-industrializmie z dużym uznaniem – miał do tego planu pewne zastrzeżenia, uważając, że jest zbyt mało liberalny, co podkreśla tylko wewnętrzną żywość i otwartość tego środowiska; referując idee dystrybucjonistyczne w swojej biografii Gilberta, wspomniany już Wacław Borowy streścił dokładnie tę polemikę – i choć starał się pozostawać bezstronny, widać, że skłaniał się ku rozwiązaniom Pentyego; przyznam szczerze, że choć Gilbert to mój mistrz absolutny, w tym wypadku mam podobne odczucia, jak nasz wielki krytyk).

Po trzecie, Post-industrializm okaże się niewątpliwie bardzo interesujący historycznie, i to w dwojakim sensie. Po pierwsze, Penty posiłkuje się w swojej refleksji rozważaniami dziejowymi – sięgając do średniowiecznych zasad życia społecznego jako fundamentu, na którym zaczyna budować, oraz dokładnie analizując historię socjalizmu angielskiego, zwłaszcza tzw. czartyzmu, starając się ustalić przyczynę porażki tego ruchu, co jest mu pomocne w stawianiu własnych diagnoz. Niewątpliwie, perspektywa analizy oraz dobór faktów w wielu wypadkach odkryją przed polskich czytelnikiem rzeczy dotąd mu raczej nieznane, a szalenie interesujące. Z drugiej strony, Post-industrializm to również osobne świadectwo dziejów, doskonale przybliżające – „z wewnątrz” – ducha epoki oraz naświetlające pewne pojawiające się w niej problemy. W obu wypadkach, stanowi ono także na pewno skuteczną (bo opartą w całości na faktach) „odtrutkę” na kolportowany do Polski od lat 90 w ramach antysocjalistycznej „czkawki” kapitalistyczny tryumfalizm, wybielający wszystkie zbrodnie (bo nie da się tego nazwać inaczej) tego ustroju i cieszący się, wespół z różnej maści ideologami, że tak skutecznie „eliminował” biedotę z życia społecznego („stał się cud! – biedota po prostu zniknęła!”). Co ludzie tego typu mają na myśli – nie wiem; ale wolę o tym nie myśleć, bo mam złe przeczucia.

Po czwarte, jest Penty w nurcie myśli dystrybucjonistycznej do pewnego stopnia na boku, i to bardzo dobrze; ostatecznie bowiem, dojrzały człowiek z rzadka tylko zmienia fundamentalne przekonania, a tym rzadziej, jeśli wynikają wprost z jego temperamentu – i tak też pozostaje Penty na pewno największym arystokratą i konserwatystą pośród dystrybucjonistów, w dobrym tego słowa znaczeniu. Najdalej mu do ideałów angielskiego radykalizmu czy Rewolucji Francuskiej, najbliżej do hierarchicznego porządku średniowiecznych królestw, wielkiego ładu monarchii organicznej. Nie zachodzi tu sprzeczność, ale na pewno zmiana akcentów – i dobrze, bo to jest twórcze, i unaocznia tylko, z jak bogatym dziedzictwem mamy do czynienia, i ile można z niego czerpać. Dystrybucjonizm to idea, że tak powiem, „inkluzywna”, która godzi, a nie dzieli; i nawet ja, z serca, temperamentu, doświadczeń i przemyśleń radykał, potrafię się z Pentym porozumieć, i dyskutować w pokoju. Daje to pewną nadzieję, że i w Polsce – choć to nie w polskim stylu – środowisko dystrybucjonistyczne potrafiłoby jednak naprawdę łączyć, i stać się ogniskiem prawdziwej, konstruktywnej debaty.

Po piąte, jak już wspomniałem (i to tylko drobna rekapitulacja), Post-industrializm poszerza horyzonty, czy może raczej serce; uczy patrzeć na gospodarkę i społeczeństwo inaczej, i szukać innych rozwiązań, o których by się nawet nie pomyślało ze względu na środowisko i wychowanie; uczy odwagi stawiania śmiałych tez, bez oglądania się na szydercze ryki konformistów religijnie niemal wielbiących status quo – czy prawdziwych panów sytuacji, którzy ciągną z niej (i z tych pierwszych) realne korzyści. I choć warunki zmieniły się zasadniczo, i debata nie dotyczy już kwestii „warsztatu całego świata” (bo ta rola przypada obecnie en bloc Trzeciemu Światu, nowemu proletariuszowi ziemi) co raczej „biura całego świata”, zasadnicze zręby problemu pozostają te same; i to samo pytanie: czy odważymy się spojrzeć na nasze dzieje krytycznie, uznać błędy, wycofać się ze ślepych uliczek, odrzucić jarzmo tchórzliwego filisterstwa, małego, zahukanego, zamkniętego, bojącego się wysokości, szydzącego ze wszystkiego co w człowieku wielkie i nierozumiejącego najszlachetniejszych pragnień jego duszy, odzyskać sumienie, zdobyć się na ideowość i „wrócić do przeszłości”, czy też nie: i dalej będziemy wegetować w odcięciu od żywych źródeł cywilizacji Europy, po prostu duchowo umierając, na szkodę naszą i całego globu – wciąż trwa; i czeka odpowiedzi.

Odpowiadajmy wielkodusznie.

Jak zwykle: na koniec kwestie formalne; to znaczy – że ich nie ma. Penty pisał w sposób bardzo uporządkowany, logicznie, przejrzyście, że tak powiem: „spokojnie”, dlatego tłumaczy się go, czyta i – co najważniejsze – rozumie lekko i z przyjemnością. Inaczej niż w wypadku „wielkiej dwójki”, tutaj naprawdę nie sądzę, aby ktokolwiek – przy założeniu minimum dobrej woli – miał jakiekolwiek wątpliwości o co właściwie chodzi. Tym bardziej pozostaje mieć nadzieję, że lektura nie okaże się dla czytelnika bezowocna, i że zimna chmura zapomnienia, która spowija niezwykłą postać pewnego angielskiego architekta, zacznie się rozwiewać.

Maciej Wąs,

Sosnowiec

04 III 2018, św. Kazimierza królewicza

 

Książka dostępna w bibliotece: http://chestertonpolska.org/biblioteka/